wtorek, 12 lutego 2013

Rozdział 10


Wyszłam z kuchni i skierowałam się w stronę salonu skąd dochodziły dźwięki rozmowy. Weszłam do salonu a tam siedzieli moi rodzice, czarodziej i jeszcze jedne łowca. Siedzieli odwróceni do mnie plecami więc nie mogłam ich rozpoznać, kiedy się odwrócili wielki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Chłopaki podnieśli się z kanapy i wyściskaliśmy się. Zaraz za mną przywitał się z nimi mój brat.
-Tak dawno was nie widziałam chłopaki- Powiedziałam uradowana.- Mamo czemu nie mówiłaś że czarodziejem który u nas ma się zatrzymać to Damon i na dodatek będzie z Johnem?- Zapytałam z lekkim zirytowaniem.
- Spokojnie Jessica, nie poinformowaliśmy twojej mamy o tym.- Odpowiedział John.- Byliśmy na wakacjach i postanowiliśmy was odwiedzić w drodze powrotnej.
-Jak to miło z waszej strony że o nas pamiętaliście.- Powiedział Alex ze śmiechem. Nagle spoważniał, wiem co chce zrobić i nie podoba mi się że tak szybko przechodzi do konkretów, chciałam chwile pogadać z chłopakami chociaż wiem że nie ma na to czasu. Westchnęłam ciężko. Postanowiłam przejąć inicjatywę.
-Alex pozwól że ja im wszystko opowiem.- Brat pokiwał głową na znak zgody. Spojrzałam najpierw na Damona. Na jego czarnych jak smoła włosach pojawiły się fioletowa pasemka, jego piwne oczy wpatrywały się we mnie z zaciekawieniem. Ubrany był na czarno jak zawsze, czarne atłasowe spodnie, czarna koszulka z brokatem jakby zaraz miał wydzodzić na imprezę do jakiegoś klubu a na to czarny płaszcz do ziemi żywcem wyjęty z Matriksa. Damon nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu, kocha imprezy i przygody. Kocha również całym sercem Johna i jest w stanie zrobić dla niego wszystko. Przeniosłam swój wzrok na Johna jego niebieskie oczy wręcz błękitne wpatrywały się we mnie z troską. Jego blond włosy sterczały we wszystkie strony. Miał na sobie czarną skórę, jeansy i zwykły czarny t-skirt. Jest kompletnym przeciwieństwem Damona, spokojny, rozważny. Uwielbiam tą dwójkę. Wzięłam kolejny głęboki wdech.- Usiądźmy- Ja siadłam pod kominkiem opierając się o jego zimny kamień naprzeciwko mnie na kanapie siedział Damon z Johnem, po Mojem prawej stronie na kolejnej kanapie siedział Alex a naprzeciwko jego siedzieli rodzice. Rozejrzałam się po salonie kanapy były ciemne ułożone w literę „U” po środku stał stolik ze szkłem. Jasny dywan i ściany. Kominek za mną był z ciemnego i jasnego kamienia. Spojrzałam na zebranych. Tylko twarz Demona okazywała emocje był wystraszony i zaciekawiony, reszta miała obojętny wyraz twarzy ja zapewne też, szkolenie w takich momentach zawsze z nami wygrywało.- Pokaże wam coś a potem chciałabym usłyszeć Damon od ciebie co to było.
-Dobrze postaram się- był przejęty. Uśmiechnęłam się do niego ciepło aby dodać mu otuchy. Wdarłam się ich umysły i pokazałam wszystko, mogłam im zaufać wiem że to zostanie między nami. Kiedy skończyłam byłam wykończona rzadko korzystam z możliwości pokazywania innym co kryje się w moim mózgu. Oparłam ręce na kolanach i próbowałam złapać porządny oddech. Kiedy mi się to już udało spojrzałam na chłopaków, byli w szoku. John nie ukrywał emocji. Przeniosłam swój wzrok na Damona.
- Podobno podczas tego co mi się „śniło”- naznaczyłam cudzysłów w powietrzu- biegałam po domu, krzyczałam, walczyłam. Nie byli w stanie mnie obudzić. Rozumiesz Coś z tego? Wiesz co to było? Powiedz mi co o tym sądzisz. Powiedz mi wszystko!- uniosłam nieco głos chociaż wiedziałam że to niepotrzebne. Damon pokręciła głową próbując pozbyć się jakiś natrętnych myśli.- Mów wszystko co przychodzi Ci na myśli. Proszę.
-To wyjątkowo potężny czar.-Zaczął niepewnie. Coś mi nie pasowało.
-Jak to czar? Przecież mamy wykrywacz, nie poinformował nas o żadnym czarze. Chyba…- Spojrzałam na tatę a ten pokręcił przecząco głową.
-Nic nie wykryliśmy na terenie całego miasta.
-Łowcy cały czas niewiele wiedzą o czarach.- Zatrzymał się na chwilę i spojrzał po nas wszystkich. Spojrzałam na Johna nie wydawał się zaskoczony , ale nie ma co się dziwić są już razem dwa lata.- Chodzi o to że istnieje wiele czarów tak zwanych zakazanych pochodzą z czarnej magii. Jest to najsilniejsza magia jaka istnieje. Wasze sprzęty nie są przystosowane do jej wykrywania ponieważ nikt jej nie używał od kliku tysięcy lat. Przynajmniej ja nie spotkałem się z żadnymi pogłoskami na ten temat. Jest niewiele ksiąg na jej temat, czy zaklęciami. Są nieliczne egzemplarze i to bardzo dobrze strzeżone przez największych magów czystej magii. Istnieje również wiele czarów które potrafią zakryć potężniejszy czar i staje się on niewykrywalny. Ale do rzeczy to w jakim stanie się znalazłaś było spowodowane czarem opartym na czarnej magii i to bardzo potężnym czarem. Twoja wizja zaczęła się i skończyła dokładnie w tym momencie w którym życzył sobie tego czarodziej. To był naprawdę potężny czarodziej, zaklęcie mogło zostać rzucone nawet z innego kontynentu. Dlatego nie dziwię się że nie byli w stanie wyrwać Cię z tego stanu. Podejrzewam że nawet ja nie byłbym w stanie tego zrobić. Zastanawiasz się pewnie czy to mógł być Derek ale nie wiem. Na zaklęcie tak potężne potrzeba wiele energii a plotki o zmartwychwstaniu Dereka pojawiły się dość niedawno. Oczywiście nie możecie nie brać pod uwagę faktu że żył w ukryciu a teraz powrócił w pełni sił na nawet silniejszy. Musicie porozmawiać z ministerstwem.- Spojrzał na moich rodziców.- Też chcę z nimi porozmawiać jak będziecie to robić.- Kiwnęli tylko głowami na znak zgody. Damon spojrzał na mnie.- A ty na razie uważaj na siebie. Wieczorem postaram się coś na to poradzić.
__________________________________________________

Przepraszam że notka taka krótka, następna będzie o wiele dłuższa obiecuje.
Proszę o jakieś komentarze bo nie wiem czy ktoś to czyta i czy mam pisać.
Mam nadzieję że wam sie podoba ja nie bardzo jestem zadowolona z tego rozdziału....

wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 9


Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą stojącego Alexa. Uniosłam się na łokciach i rozejrzałam się do okoła. Leżałam na ziemi a w pokoju znajdowali się rodzice. Po raz pierwszy widziałam na twarzach ich wszystkich strach. Podniosłam się na drżących nogach do pozycji pionowej. Alexs stał tuż koło mnie z wyciągniętymi rękami jakbym miała zaraz się wywrócić a on chciałby mnie złapać. Spojrzałam jeszcze raz na nich i rzuciłam się Alexsowi na szyje. Przytuliłam się do niego z całych sił. W pierwszej chwili był zszokowany tym co zrobiłam, kiedy oprzytomniał mocno mnie uścisnął. Podniosłam głowę i spojrzałam na rodziców, puszczając Alexa podbiegłam do nich przytulając ich oboje. Ich reakcja była taka sama jak brata, przytulili mnie jednak o wiele delikatniej.
-Jak ja się ciesze że nic wam nie jest- wyszeptałam bojąc się że to tylko sen
-A co miało by nam się niby stać?- Zapytał chłodno tata co natychmiast mnie ocuciło. Natychmiast ich puściłam, odsunęłam się dwa kroki, wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na rodziców. Nie byli na mnie źli, mama spojrzała na tate karcącym wzrokiem po czym zaraz odwróciła głowę w moją stronę.
-Przepraszam. Nie powinnam była reagować tak emocjonalnie to się więcej nie powtórzy.- Kiedy skończyłam mówić poczułam jak nagle całe szkolenie do mnie wróciło. Patrzyłam się na niech z obojętnym wyrazem twarzy.
-Nic się nie stało córko nie masz za co przepraszać.- Odezwała się matka podchodząc do mnie, kładąc mi rękę na ramieniu. Kiwnęłam głową na znak zrozumienia i uśmiechnęłam sie do niej ciepło.-A teraz powiedz nam co się działo? Martwiliśmy się wszyscy o Ciebie.- „Ona naprawdę to powiedziała?”  Zaskoczyła mnie takim wyznaniem ale nie dałam tego po sobie poznać.- Próbowaliśmy jakoś do Ciebie dotrzeć ale w ogóle nie reagowałaś.
-Która jest godzina?- Zapytałam brata spoglądając na niego.
- A ja wiem gdzieś koło 4- Odpowiedział lekko zdziwiony moim pytaniem. Wzięłam głęboki oddech analizując wszystko w głowie.
-Spotkajmy się w gabinecie taty to wszystko wam opowiem.- Spojrzałam na każdego po kolei. Zgodzili się bez wahania i opuścili mój pokój.  Wzięłam kolejny głęboki oddech i skierowałam się do łazienki. Zdjęłam piżamę i weszłam pod prysznic. „Tak zimny prysznic to to czego mi teraz potrzeba. Czemu dałaś emocjom wziąć górę?” Walnęłam otwartą dłonią w ścianę. „Jeszcze muszę wszystko im opowiedzieć. Rodzice będą pewnie rozczarowani tym co usłyszą że tak łatwo się dałam” Kolejny raz uderzyłam ręką w ścianę nie wierząc w to że tak łatwo dałam się podejść temu zasranemu czarodziejowi. „Co mama miała na myśli mówiąc że próbowali do mnie dotrzeć a ja nie reagowałam? O boże niee.. nie to nie możliwe. Nie mogłam przecież biegać po swoim pokoju i… nie mogłam robić tego wszystkiego co w tym pieprzonym… no właśnie w czym? Śnie? Wizji? Czy co to kurwa było? Nie Jessica ogarnij się zaraz wszystko się wyjaśni nie dawaj zapanować emocją nad sobą.” Wzięłam kilka głębokich oddechów i natychmiast się uspokoiłam. Wzięłam długi i odprężający prysznic. Wyszłam spod prysznica i wybalsamowałam się swoim mleczkiem migdałowym, owinęłam się ręcznikiem i poszłam do garderoby po ubrania z którymi wróciłam do łazienki. Wysuszyłam włosy i ubrałam się. Rozczesałam włosy pozostawiając je rozpuszczone. Pomalowałam usta szminką i opuściłam łazienkę.  Spojrzałam na zegarek do umówionego czasu zostało mi jeszcze 20 min. Zeszłam na dół do kuchni. Była w niej mama jak zawsze ubrana była elegancko. Robiła naleśniki.
-Siadaj zaraz podam ci naleśniki- Uśmiechnęłam się do jej pleców i usiadłam przy stole w kuchni.
-Mamo…- Zaczęłam niepewnie i poczekałam aż na mnie spojrzy. Po chwili odwróciła się do mnie z talerzem naleśników z syropem klonowy. -…czy dzisiaj przychodzi do nas ten czarodziej?- Musiałam porozmawiać z nim tylko on był w stanie wytłumaczyć mi co się ze mną działo tej nocy. Wyglądała na zdezorientowaną tym pytaniem.
-Przyjeżdża dzisiaj koło 6. Czemu pytasz?
-Zaraz wszystko wam wyjaśnię.- Odpowiedziałam nie patrząc na nią i zaczęłam jeść śniadanie. Kiedy zjadłam odłożyłam brudne naczynia o zmywarki, spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Za 2 min 5. Odetchnęłam ciężko i udałam się do gabinetu taty. Czekał na mnie tam już Alexs. Był ubrany tak jak najbardziej lubię u chłopaków. Uśmiechnęłam się do niego. Odwzajemnił mój gest. Podeszłam do biurka i się o nie oparłam. Równo o 5 do pokoju weszli rodzice. Tata tak ja mama ubrany był elegancko. Usiedli wszyscy razem na kanapie. Poczułam straszny wstyd że muszę przyznać się do tego jak się zachowywałam podczas tego… nadal nie wiem jak to nazwać nie wiem o co chodzi. Usiadłam na podłodze, plecami opierając się o biurko.
-Pokażę wam to co mi się… śniło?- Ostatnie słowo dodałam z niedowierzaniem w głosie bo to na pewno nie był sen. – A wy zdecydujecie co dalej czy mam pokazać to również Ministerstwu czy nie.- Kiwnęli głowami na znak zgody.- Pokażę wam wszystko z mojego punktu widzenia więc pamiętajcie przez cały czas że jesteście mną.-Skupiłam się i weszłam do ich umysłów jednocześnie pokazując im wszystko. Myślałam nawet chwilę nad tym aby ukryć przed nimi moje uczucia ale szybko z tego zrezygnowałam nie chciałam przed nimi nic ukrywać. Maksymalnie się skupiłam ze względu na to że strasznie ciężko jest pokazywać coś trzem osobą to samo wcielając ich w moje ciało. Kiedy skończyłam oparłam się rękami o ziemie, opuszczając głowę i ciężko oddychałam. Poczułam jak ktoś mnie przytula. Podniosłam głowę i zobaczyłam Aleksa kucającego koło mnie. Przytuliłam się do niego, próbując uspokoić oddech.
-Proszę napij się- Podniosłam głowę i ujrzałam tatę kucającego z wyciągniętą ręką ze szklanką wody. Poklepałam brata po plecach i odsunęłam się od niego. Wzięłam szklankę od taty i się podniosłam. Wypiłam wodę i odstawiłam szklankę na biurko. Odwróciłam się przodem do rodziny wszyscy uważnie mi się przyglądali, wyglądali na wstrząśniętych. Spuściłam głowę a włosy zasłaniały całą moją twarz. Nie mogłam na nich patrzeć, zawiodłam ich, byłam słaba, byłam najlepsza w szkole a teraz co zawiodłam na całej lini.
-Spójrz na mnie- Odezwał się ojciec. Skuliłam się w sobie obawiałam się tego co chce mi powiedzieć. Podniosłam głowę i spojrzałam na ojca.- Jestem z Ciebie dumny.- Byłam w szoku nie tego się spodziewałam. Podszedł do mnie i przytulił.- Moja dzielna dziewczyna. Nigdy więcej nie przepraszaj za to że zależy Ci na rodzinie zrozumiano?- Mówił w moje włosy i pocałował mnie w czubek głowy. Pokiwałam tylko głową na znak że rozumiem i przytuliłam się do niego.- Sam poinformuje Ministerstwo o tym nie musisz im tego pokazywać.
-Dziękuje tato.- Odsunął się ode mnie i podniósł moją głowę za podbródek abym na niego spojrzała.
-Nie masz za co dziękować kochanie oni nie muszą tego widzieć. Są za daleko abyś do nich dotarła i pokazała im to. Wiem  że dałabyś radę ale to zbyt Cię wykańcza.- Uśmiechnął się do mnie a jego blizna na jego twarzy zatańczyły. Uwielbiam ten widok i widuję go zdecydowanie za rzadko. Odwzajemniłam jego gest i jeszcze raz do niego się przytuliłam. Rzadko okazujemy sobie tak otwarcie uczucia dlatego brat z mamą nam nie przeszkadzali. Stałam tak z tatą parę sekund albo minut nie wiem ile czerpałam po prostu z tej chwili najwięcej jak się da. W końcu odsunęłam się od niego i spojrzałam na zegarek było po 6 a czarodzieja jeszcze nie było.
-Spokojnie niedługo powinien być.- Odezwała się mama po raz pierwszy od kąd skończyłam im pokazywać to wszystko.- Wtedy z nim porozmawiamy i dowiemy się co to było.- Uśmiechnęłam się do niej i kiwnęłam głową.
- A teraz wytłumaczcie mi co ja robiłam na podłodze na środku pokoju i czemu wy tam byliście.- Zwróciłam się do wszystkich.
-Wszystko to co w tym czymś- Powiedział Aleks machając rękami próbując określić to co mi się przytrafiło. Każdy z nas zaśmiał się pod nosem.- Biegałaś po całym mieszkaniu, darłaś się w niebogłosy  itd. Próbowaliśmy Cię obudzić ale w ogóle nie reagowałaś.- Pokiwałam ze zrozumieniem głową.
-Rozumiem.- Chciałam ich przeprosić za to że ich obudziłam ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język.- Pójdę spakować się do szkoły za nim przyjdzie tu mag.- Wyszłam z pokoju nie patrząc na nikogo i poszłam do pokoju. Spakowałam potrzebne rzeczy do torby i wyszłam z pokoju. Kiedy schodziłam po schodach natknęłam się na małego śmierdziela który wyminął mnie tylko tak daleko jak się da i odleciał czym prędzej. Uśmiechnęłam się pod nosem na wspomnienie tego co zrobiłam z królową wczoraj.  Królowa stała na przedpokoju i żegnała się z moimi rodzicami. Poszłam do kuchni gdzie siedział mój brat.
- Te śmierdziele nareszcie sobie idą. Powiedziałam z wielkim uśmiechem do brata.
- Tak ale to tylko twoja zasługa. Dobra robota młoda.- Pokazał mi język i szeroko się uśmiechnął doskonale wie że nienawidzę kiedy do mnie tak mówi. Podeszłam do niego i uderzyłam go w ramię. W tym samym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi…
                                                      ***
Postaram się nowe notatki dodawać jak najczęściej o ile mi będzie pozwalała szkoła i wena :) Mam nadzieję że podoba wam się ten rozdział...

poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 8

Biegnę przez gesty las. Nie poznaję tego miejsca chyba nigdy tu nie byłam. Jestem strasznie zmęczona i spragniona chyba od dawna już tak biegnę. Jak ja się tu znalazłam? Co ja tu robię? Nie pamiętam nic. Mam mętlik w głowie i pustkę. Mijam zgrabnie kolejne drzewa, krzewy, wystające korzenie wszystko co stanie mi na drodze robię to automatycznie. Co ja tu robię? „Zastanów się dziewczyno na pewno coś pamiętasz, na pewno coś wiesz” Nie nic nie wiem, nic nie przychodzi mi do głowy, nic nie pamiętam. No prawie nic pamiętam tylko ten las i bieg i nic więcej. Nie wiem po co biegną, ani dokąd. Gonię kogoś? Uciekam? „Jessica skup się!” Ogarnia mnie przerażenie. Jest tu strasznie ciemno nic prawie nie widzę w ostatniej chwili wszystko wymijam. Irytuje mnie to że przez te gęste zarośla nie przedziera się prawie żadne światło. Zatrzymuje się nie mam po co biec skoro nic nie wiem. Ubrana jestem w swój strój bojowy. Czarna bluzka, spodnie, kamizelka kuloodporna z zaczepami na miecze na plecach. „Broń idiotko gdzie ją zgubiłaś?” Nie wiem, nie pamiętam. Ogarnia mnie coraz większa furia której nie mogę opanować do tego jeszcze przerażenie. „Od kiedy ty się czegokolwiek boisz?” Uderzam w drzewo z taką siłą że odleciała kora w tym miejscu odbijając moją pięść. Z mojej ręki strugami leci krew. Nie przeszkadza mi to w ogóle przyzwyczajona jestem do większego bólu. Muszę coś zrobić nie mogę tu tak stać. Najpierw muszę się wydostać z tego lasu potem zobaczy się co będzie się działo. Ruszam biegiem przed siebie. Z każdym krokiem coraz bardziej jestem przerażona. Nie potrafię zapanować nad tym. „Szkolono Cię jak tłumić emocje zrób to ! Zrób to! Zrób!” To nie daje żadnych rezultatów nic mi nie pomaga. Dlaczego? Nigdy tak nie miałam. To napawa mnie jeszcze większym strachem. Zaczyna robić się jaśniej. Mam nadzieję że to wyjście z lasu a nie jakaś durna polana. Biegną szybciej nie chce tu już dłużej być z tym poczuciem osamotnienie i pustki. Nigdy mi to nie przeszkadzało a teraz? Nie rozumiem w ogóle co się dzieje. Zatrzymuje się przy drzewie. „Kurwa mać!” uderzam pięścią w drzewo. „Jebana polana!” Naprzeciwko mnie znajduje się skały piętrzące się na kilkanaście metrów. Pod nią leżało luźno kilka skał na których ktoś siedzi. To jakiś mężczyzna. Nie jestem w stanie dostrzec nic więcej. Chcę się ruszyć ale coś trzyma mnie w miejscu. Spoglądam w na swoje ciało lecz nic nie widzę, czuję za to kajdany na kostkach i nadgarstkach. Szarpę się ale to nic nie daje te łańcuchy są puszczone głęboko w ziemię nie wyrwę ich. Mężczyzna siedzący na kamieniach wstał i zaczął kierować się w moją stronę. W tym samym czasie poczułam jak coś knebluje mi usta. Zaczęłam się szarpać próbują wyrwać się z tych kajdan. Po kilku bezskutecznych próbach przestałam się szarpać.  Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na mężczyznę który cały czas do mnie się zbliżał. Kiedy padło na jego twarz trochę światła rozpoznałam Dereka. Spojrzałam na niego wyzywająco a on zatrzymał się na środku polany i odwrócił się w lewą stronę. Nawet mnie nie zauważył. To dziwne. Spojrzałam w kierunku w którym się odwrócił. Na polanę wbiegły trzy postacie. Przyjrzałam się im bliżej. To moja mama, tata i brat. Mówią coś do siebie ale nic nie słyszę widzę tylko poruszające się usta. Przyglądam się z zaciekawieniem rozwojowi wydarzeń. Zaczyna się walka. Moja rodzina zwycięży. „Nigdy nie bądź pewna wygranej walki nigdy nie wiesz co może wydarzyć się podczas niej”. Słowa mojego taty momentalnie przeszły mi przez głowę. Walczyli jak równi sobie mimo że było trzech na jednego. Derek opanował sztuki walki na tym samym poziomie co łowcy. Walka jest wyrównana. Chcę dołączyć muszę im pomóc. Szarpę się z tymi popapranymi kajdanami ale nie jestem w stanie się uwolnić. Upadam na kolana bezsilna. Spoglądam na polane. Moja mama zostaje pchnięta mieczem prosto w serce. Zrywam się na równe nogi, szarpę kajdanami.
-NNNNNNNiiiiiiiieeeeeee!!!! Nie!!!!- krzyczę ile sił w płucach ale oni mnie nie słyszą. Tata z bratem nie spoglądają na mamę. Ledwo panują nad nerwami. „Nie wpadnijcie w szał, nie wpadnijcie w szał.” W głowie krąży mi tylko to zdanie. „Podczas walki nigdy nie daj wyprowadzić się z równowagi nie pozwól aby emocje wzięły nad tobą góre nie możesz zacząć bić na oślep bo wtedy na pewno przegrasz nie będzie dla Ciebie ratunku zginiesz” Znowu słowa taty pojawiły się w mojej głowie. Przestałam się szarpać. Wdech, wydech, wdech… Już się uspokoiłam. Cały czas bacznie obserwuje bitwę. Derek wskakuje mojemu bratu na ramiona i jednym zgrabnym ruchem odcina mu głowę. Jego ciało bezwładnie opada na ziemię. Głowa spada pod nogi Dereka kilka kroków od ciała Aleksa. Derek kopnął jego głowę w moją stronę. Głowa wyładowała kilka kroków przede mną. Na twarzy brata widniał spokój i opanowanie.
- NNNNNNNiiiiiiiieeeeeee!!!! -„Jessica opamiętaj się i tak nikt Cię nie słyszy!” Spoglądam na tatę który przyglądał się ciałom. Po policzkach spływa mi coś mokrego. Spoglądam w niebo. To nie deszcz więc co? Dotykam policzka po którym cały czas płynie mi coś mokrego. To łzy. Ja płaczę? Spojrzałam na tatę. Cały czas walczył z Derekiem ale już ostatkiem sił powstrzymywał się od bicia mieczem gdzie popadnie. Łzy ciekły mi coraz bardziej zasłaniając pole widzenia. Tata dostaje w brzuch. Derek wyciąga miecz i natychmiast bije w serce. Tata upada bezwładnie na ziemię.
- NNNNNNNiiiiiiiieeeeeee!!!! Tylko nie to!- Nie jestem w stanie powstrzymać łez, upadam na kolana zakrywając rękoma twarz. Jestem zrozpaczona, ale natychmiast przychodzi wściekłość na Dereka. Łzy przestają mi lecieć a ja czuję się coraz silniejsza. Zabije go nieważne kiedy ale zabije go zemszczę się. Podnoszę się i próbuje ruszyć do przodu naciągam łańcuchy do granic możliwości. Spoglądam na Dereka który odwraca się powoli w moją stronę. Łańcuchy i knebel zniknęły a ja straciłam równowagę na chwilę. Spojrzałam na Dereka który uśmiechał się do mnie szyderczo. Ruszyłam w jego stronę a on stał i się śmiał.
-Opłacało się tak za każdym razem krzyczeć? I po co te łzy? Nie wiedziałem że łowcy potrafią płakać.- Jego pogardliwy ton głosu doprowadzał mnie do szału ale nie dałam tego po sobie poznać.
Uśmiechnęłam się do niego z pogardą- No popatrz to coś nas łączy.- Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.- Też nie wiedziałam że łowcy potrafią płakać a tu patrz jaka niespodzianka.
-Proszę, proszę wygadana po tatusiu. Ale przejdźmy do rzeczy. – Spojrzałam na niego ze zdziwieniem przekrzywiając głowę w lewą stronę. – Nie udawaj że nie wiesz o co mi chodzi. Gdzie jest Oko Życia?
-Nie wiem o czym mówisz- wzruszyłam ramionami i rozejrzałam się po polu walki w poszukiwaniu broni.
-Nie udawaj głupiej wiem że ty masz Oko i tylko ty wiesz gdzie ono jest.
-No proszę jakie ciekawe informacje skąd je masz?- Podeszłam do miecza matki który leżał najbliżej mnie. Wzięłam go w ręce był niewygodny. „Miecz jest zawsze robiony pod jedną osobę i tylko jej będzie dobrze się nim walczyło, więc nie zgub nigdy swojego miecza” Uśmiechnęłam się pod nosem kolejna lekcja taty. Odwróciłam się do Dereka.
-Nawet mnie nie denerwuj mała smarkulo. Nawet nie wiesz ile się namęczyłem aby zdobyć te wiadomości i na pewno są prawdziwe. Więc gadaj gdzie on jest!- Ruszył na mnie z mieczem. Zablokowała jego atak a nasze twarze znajdowały się blisko siebie.
-Nigdy się nie dowiesz- Wysyczałam mu prosto w twarz i odepchnęłam jego miecz. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.

Rozdział 7

Weszłam do szkoły na nikogo nie zwracając najmniejszej uwagi. Jednak wszyscy do okoła bardzo uważnie mi się przyglądali nie mogłam zrozumieć czemu. Nagle mnie olśniło mój wczorajszy pokaz. „I po co mi było się tak wychylać teraz będą gadać o tym przez tydzień” Westchnęłam ze zrezygnowaniem. „Że też zachciało mi się żyć jak normalny człowiek. Co mnie podkusiło”
Lekcje mijały mi w zastraszająco szybkim tempie. Może dlatego że wcale na nich nie uważałam. Cały czas zastanawiałam się gdzie widziałam taki kolor w czyimś stroju. Nie mogłam sobie przypomnieć lecz wiedziałam że widziałam go niedawno. Ta sprawa nie dawała mi spokoju. Dzieje się tu coś bardzo dziwnego a ja nie mogę wiedzieć wszystkiego to mnie po prostu doprowadzało do szału. Na angielskim był sprawdzian dla mnie był banalnie prosty w szkole łowców przerabiałam już te tematy. Reszta klasy wychodziła z sali z pochmurnymi minami tak samo jak i z historii tu było nieco gorzej ale też dałam sobie rade bez większego wysiłku.
Po lekcjach skierowałam się do szatni gdzie były już dziewczyny z zespołu. Podeszłam do Edith- Hej- uśmiechnęłam się do niej.
-Hej- odpowiedziała rzucając mi przelotne spojrzenie. Coś było nie tak wiedziałam to. Mimo że nie powinnam tego robić wdarłam się do jej umysłu ale zanim zdarzyłam dotrzeć do tego co się dzieje wyszłam z jej myśli. ”Mam w końcu być zwykła nastolatka”
-Co się stało?- Zapytałam troskliwie. Spojrzała się na mnie i uśmiechnęła tym samym uśmiechem którym przywitała mnie pierwszego dnia w tej szkole.
-Pogadamy po treningu. A teraz się przebieraj- Uśmiechnęłam się do niej kiwając głową na znak że się zgadzam.
Przebrałam się szybko w krótkie czarne spodenki, białą bluzkę na ramiączkach do tego adidasy. Włosy związałam w kucyka grzywkę zostawiając na czole. Tak wyszykowana poszłam na sale gdzie była już cała drużyna. Po drugiej stronie sali była męska drużyna siatkarska. Ku mojemu zdziwieniu był tam też Nick. Przyjrzałam mu się chwile wyglądał nieziemsko. Potrząsnęłam głową „ To że chce zachowywać się jak zwykła nastolatka to nie znaczy że mogę sobie pozwolić na to aby podobał mi się jakiś chłopak to mi będzie przeszkadzać w życiu łowcy. „
-Dobra drużyna- Z zamyślenia wyrwał mnie głos Edith- Jak wiecie mamy nową członkinie zespołu- Wskazała na mnie palcem- Poznajcie Jessice – Uśmiechnęłam się wesoło i pomachałam dłonią do wszystkich- Za tydzień jest mecz siatkówki chłopaków dlatego musimy pokazać Jessice jakie mamy przygotowane układy. Do roboty ludzie!
Wszyscy wzięli się za rozgrzewkę wiec ja również. Trening minął równie szybko co lekcje. Bardzo szybko nauczyłam się ich dwóch układów nie były zbyt trudne lecz bardzo długie. Skończyliśmy po 3 godzinach wszyscy byli wykończeni. Po treningu czekałam na Edith przed szkoła.
-To jak powiesz mi co się dzieje?- Zapytałam kiedy tylko wyszła ze szkoły.
-Nie tutaj nie chce żeby słyszał- Odpowiedziała patrząc na grupkę chłopaków z zespołu którzy wychodzili ze szkoły.
-Jasne chodź do mojego samochodu- Powiedziałam biorąc ją pod rękę prowadząc do mojego auta.- Teraz możesz spokojnie mówić- Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie kiedy wygodnie usadowiła się na fotelu pasażera.
- Chodzi mi o Chada. Strasznie mi się podoba ale nie zwraca na mnie nawet najmniejszej uwagi.- Powiedziała na jednym wydechu. Spojrzałam na nią jak na idiotkę czy ona nie widzi tych wszystkich potajemnych spojrzeń w jej stronę, tego że jest strasznie zazdrosny kiedy jakiś inny chłopak ma ja podnosić bądź wyrzucać?
- Chyba nie wiesz co mówisz- Powiedziałam odwracając się w stronę chłopaków cały czas stali na dziedzińcu przed szkoła zawzięcie o czym rozmawiając z siatkarzami. Odwróciłam się gwałtownie w jej stronę i uśmiechnęłam szaleńczo.
-Czemu się tak patrzysz? – Zapytała nieźle się mnie bojąc.
-Zaraz zobaczysz. Po pierwsze wyglądasz bosko chociaż ja osobiście podwinęła bym te rękawy od marynarki- Złapałam jej rękę i podwinęłam rękaw jej łososiowej marynarki do łokcia po czym to samo zrobiłam z drugim rękawem.- Po drugie masz piękne długie włosy nie spinaj ich.- Rozpuściłam jej włosy pozwalając im aby swobodnie opadły jej na ramiona. Przedziałek miała na środku głowy co nie bardzo mi pasowało dlatego też przerzuciłam jej niewielką część włosów na prawą stronę.- A teraz jeszcze trampki- Nie zareagowała chyba była w szoku z powodu niewiedzy co dla niej szykuje- No dawaj nogi już- powiedziałam głosem nie znoszącym sprzeciwu. Od razu podniosła nogi opierając je delikatnie na fotelu. Na nogach miała piękne niebieskie conversy za kostkę zawiązane do samej góry. Pokręciłam ze zrezygnowaniem głową rozwiązując jej sznurówki dzięki czemu buty odstawały od nogi i wyglądały o wiele lepiej wywinęłam jeszcze tylko język i gotowe. Uśmiechnęłam się do niej i opuściłam klapkę przed nią ukazując lusterko.- I jak? –zapytałam przyglądając się jej jak uważnie studiuje swoją nową fryzurę. –No to teraz chodź- Popatrzyła się tylko dziwnie na mnie po czym wysiadłyśmy z samochodu.
Podeszłyśmy do chłopaków Edith szła za mną jakby chciała się przed czymś schronić. Pokręciłam ze zrezygnowaniem głową odwracając się do niej łapiąc ją pod rękę.
-Cześć chłopaki- powiedziałam stając miedzy jakimiś siatkarzami naprzeciwko Chada aby miał dobry widok na Edith. Zlustrował ją od góry do dołu i z powrotem jak reszta chłopaków. Uśmiechnęłam się na ten widok wiedziałam że odniosłam kolejne zwycięstwo.
-Cześć dziewczyny- Odpowiedzieli po tym jak napatrzyli się na moja koleżankę.
- Mam nadzieję że wam nie przeszkadzamy?- Zapytałam robiąc niewinną minkę.
-Nie skądże odpowiedział chłopak stojący koło mnie bacznie mi się przyglądając nie zwróciłam na niego najmniejszej uwagi.
- Nieźle gracie. Z kim macie ten mecz za tydzień? – Zapytałam chociaż i tak pewnie nie znam tej szkoły.
-Z tygrysami- Odpowiedział od niechcenia Nick.
- Tygrysy.-odezwała się ku mojemu zdziwieniu Edith z obrzydzeniem - Jak ja ich nie lubię- Chad nagle spojrzał na nią z błyskiem w oku chyba zauważył okazje do ataku.
-Nie martw się w tym roku na pewno ich pokonamy- Powiedział podchodząc do niej i delikatnie ją przytulając zarumieniła się delikatnie spuszczając głowę dzięki czemu jej włosy zasłoniły jej twarz.
Spojrzałam na zegarek zbliżała się 18 a ja miałam jeszcze do pogadania sobie z wróżkami.- Cholera muszę lecieć-spojrzałam się na koleżankę obok –Odwieźć Cię do domu?
-Nie nie musisz przejdę się ale dzięki za propozycje- Odpowiedziała uśmiechając się do mnie promiennie
-No dobra jak chcesz-Powiedziałam z udawanym zasmuceniem się odmową mojej propozycji.- W takim razie do jutra- odwróciłam się do wszystkich i pomachałam na odchodnym ręką.
W drodze do domu cały czas zastanawiałam się skąd znam ten materiał aż w końcu sonie przypomniałam to od sukni królowej. Uśmiechnęłam się do siebie jak pięciolatka która dostała wymarzony prezent na urodziny. – Będzie ciekawie.
Kiedy weszłam tylko do domu skierowałam się do kuchni skąd dochodził rozmowy.- Witajcie wszyscy- Powiedziałam może zbyt radośnie. Wszyscy zgromadzeniu popatrzyli się na mnie. Rodzice na pewno już wszystko wiedzieli, przyjrzeli mi się chwile po czym wrócili do przerwanych zajęć. Brat uśmiechnął się tylko do mnie wiedziałam że w razie potrzeby jest ze mną. Królowa ze swoją świtą uśmiechała się do mnie krzywo- Ja na twoim miejscu nie uśmiechałabym się tak.
-Grozisz mi? –zapytała wściekła
- A żebyś wiedziała. Znalazłam coś w pewnym miejscu co należy do ciebie a co z cała pewnością tam być nie powinno. Więc daje Ci dwa wyjścia albo przyznajesz się do wszystkiego i mówisz prawdę dzięki czemu rozwiążemy cała sprawę przyjaźnie, albo…- tu zawiesiłam głos dla lepszego efektu sięgając po nóż leżący na szafce obok mnie- …załatwimy to zupełnie w inny sposób. Więc jak?- Zapytałam bawiąc się nożem w ręce bacznie się jej przyglądając. Przez chwile jej twarz wyrażała strach po czym znowu uśmiechała się do mnie.
-Nie wiem o czym mówisz- odpowiedział nie pewnie.
-Nie wiesz?- Mój głos był pozbawiony jakich kolwiek emocji. –A mnie się wydaje że kłamiesz- Wyciągnęłam skrawek materiału z kieszeni kurtki.-To jest materiał z twojej wczorajszej sukni. Czyż nie? Znalazłam to dzisiaj na dachu starej, opuszczonej fabryki. Co tam robiłaś?- Zrobiłam kilka kroków w jej stronę a królowa cofnęła się do tyłu dotykając ściany.- Co tam robiłaś?- Zapytałam z wyraźną groźbą w głosie. Widziałam strach w jej oczach. To dodało mi jeszcze większej ochoty do zabawy z nią. W mgnieniu oka znalazłam się tuż przed nią dotykając nożem jej szyi. Usłyszałam za sobą szuranie krzeseł oraz przeraźliwy krzyk tych śmierdzących paskud.- Dobrze Ci radze odpowiedz mi bo drugi raz nie zapytam.- Uśmiechnęłam się do niej złowieszczo
-Byłam spotkać się tam z jakimś czarodziejem Dereka- Odpowiedziała głośno przełykając ślinę.
Westchnęłam ciężko to nie dotyczyło mojej misji.- Czyli żaden demon was nie ściga?
-Nie żaden nas nie ściga.- Odsunęłam się do niej, a ona odetchnęła z wielką ulgą. Pokręciłam głową ze zrezygnowaniem. Podeszłam do taty oddając mu nóż.- Jest wasza. Ja swoje zadanie już wykonałam.- Odwróciłam się na pięcie i udałam do swojego pokoju. „Tajemnice , tajemnice i jeszcze raz tajemnica mam już czasem tego dość. Pewnie nadal nic mi nie powiedzą co się dzieje kiedy Królowa już wyśpiewa im wszystko co będą chcieli wiedzieć.”

Rozdział 6

 Rano obudziłam się z paskudnym nastrojem. Za drzwiami słyszałam te latające paskudy. Wstałam szybko i skierowałam swe kroki do łazienki. Zimny prysznic przyniósł mi ukojenie jakiego potrzebowałam. Ubrałam sie w czarne rurki do tego czarna koszulka na ramiączkach z czaszką wyglądała jakbym wyjęła ją bratu z szafy zdecydowanie była na mnie za duża, ale wcale się tym nie przejmowałam uwielbiałam ją po prostu. Na to miałam założona krótką kurtkę skórzana na suwak a na kołnierzu były poprzyczepiane ćwieki. Do tego buty na wysokim obcasie złoty łańcuszek składający się z 5 podwójnych elementów dzięki czemu zasłaniał cała moja szyje i to tego jeszcze po dużym pierścionku na każda rękę. Swoje kasztanowe włosy zostawiłam rozpuszczone a grzywka zasłaniała całe moje czoło. Spojrzałam w lustro znajdujące się w łazience i uśmiechnęłam się do siebie. „Będzie dobrze.” Pokręciłam ze zrezygnowaniem głową. „Kogo ja próbuje oszukać póki są tu te paskudy ze swoją panią i kiedy usłyszałam że Derek Waller żyje nic nie będzie dobrze”.
  Wyszłam z pokoju w całym domu było już gwarno dzięki tym paskudom. Z pokoju naprzeciwko wyszedł mój brat. Zlustrował mnie od góry do dołu i zagwizdał. Ja również zlustrowałam go. Był ubrany w strój bojowy taki jak mój. T-shirt idealnie podkreślał jego wyrzeźbione ciało wiele dziewczyn na to leciały na mnie nie robiło to żadnego wrażenia. Spojrzałam na niego z irytacja i odwróciłam się w stronę schodów. Złapał mnie za ramie.
-Musimy pogadać- Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Zaczęłam się śmiać wiedziałam czemu chce ze mną rozmawiać.
-Nie musisz się obawiać braciszku o mnie potrafię o siebie zadbać. Nie będę zadawać wam żadnych pytań na temat który rozmawiałeś wczoraj z rodzicami. Nie chcecie abym o wszystkim wiedziała bo sądzicie że to mnie uchroni. Więc niech wam będzie. TO u mnie jest bezpieczne zostało powierzone mnie i przypilnuje tego. Zgadza się nie powiem Ci gdzie się TO znajduje wiem tylko ja i tak pozostanie. Jeżeli to wszystko to pozwolisz ale już pójdę.- Wyrwałam mu swoje ramie z uścisku i wyszłam z domu zabierając ze sobą torbę do szkoły.
Byłam wściekła do tego nie pasowało mi tu coś na temat tego demona ścigającego wróżki. Wiedziałam że one nie wyniosą się ode mnie dopóki nie poczują się bezpieczne ale z drugiej strony jeżeli poczują się tu zbyt dobrze nigdy nie odejdą. Musiałam szybko znaleźć tego demona. Spojrzałam na zegarek miałam jeszcze dwie godziny zanim zaczną się moje lekcje. Wzięłam głęboki oddech i skierowałam się do garażu. Wzięła kluczyki do swojego auta. Torbę rzuciłam na przednie siedzenia pasażera i pojechałam do opuszczonej fabryki w której byłam wczoraj.
Gdy dojechałam na miejsce wyjęłam z bagażnika bicz, kaburę udowa którą zamocowałam do uda oraz broń palna. Spojrzałam do bagażnika jeszcze raz patrząc czy coś mi się przypadkiem jeszcze nie przyda. Zamknęłam skrytkę jak i cały bagażnik po czym ruszyłam w stronę opuszczonej fabryki. Kiedy do niej weszłam poczułam słodziutki zapach kwiatów. „Fuu ale śmierdzi.” Wciągnęłam woń głębiej w płuca. „Tak jestem pewna były tu wróżki ale po co?” Sprawdzałam po kolei wszystkie pomieszczenia jednak nic nie znalazłam dopóki nie weszłam na dach fabryki. Był tam skrawek ubrania jakiejś wróżki. Nie miałam wątpliwości że to którejś z nich tylko one chodzą w takich pastelowych kolorach i tylko ich ubrania tak śmierdzą. Schowałam to do kieszeni będę musiała sobie z nimi poważnie porozmawiać kiedy wrócę do domu co wcale mi się nie podobało. Spojrzałam na zegarek za 7.30. Westchnęłam głośno za pół godziny lekcje. Skierowałam się w stronę wyjścia z dachu kiedy zauważyłam coś za drzwiami które zostawiłam otwarte. Podeszłam i podniosłam to. Okazało się że to była połowa kartki wyrwana z jakiejś księgi. ‘’Kielich wiecznego życia. Wypijając napój odpowiednio przyrządzony z tego kielicha otrzymasz życie wieczne. Jednak aby nic nie mogło Cię zabić potrzebujesz jeszcze Oka Życia oraz Miecza umarłych. Do napoju jest co potrzebne…. ‘’
  -Cholera jasna!- Walnęłam ręka w ścianę obok.- Derek tu był albo chociaż jeden z jego sługusów. – Wzięłam głęboki wdech- Alex nienawidzę kiedy masz racje.- Wzięłam telefon do ręki i wybrałam numer brata kierując się do samochodu. Odebrał po drugim sygnale.
-Tak?
-Mam coś co Cie powinno zaciekawić spotkajmy się za 20 min pod szkoła.-Rozłączyłam się nawet nie czekając na odpowiedz. Podeszłam do bagażnika i schowałam broń do skrytki po czym pojechałam pod szkole.
Alex czekał już na mnie na parkingu zaparkowałam swojej auto tuż koło jego. Wysiadłam z auta i je zamknęłam. Spojrzałam po uczniach którzy stali w pobliżu. Chłopaki zagwizdali przeciągle a dziewczyny patrzyły się na mnie wytrzeszczając oczy. Nie zwracają na nich uwagi podeszłam do brata i podałam mu część kartki którą znalazłam. Wziął ją do ręki bez słowa i zaczął czytać. W miarę czytania jego oczy stawały się coraz to większe. Kiedy skończył był zszokowany i zdenerwowany.
-Miałeś racje co do Dereka powinnam była Ci uwierzyć- Kiwnął do mnie tylko głową na znak że mnie rozumie. -Gdzie to znalazłaś? – Zapytał spoglądając znowu na kartkę po czym schował ją do kieszeni w spodniach. Kidy na mnie spojrzał kiwnęłam mu głową na jego samochód. Zrozumiał o co mi chodzi i wsiadł na siedzenie kierowcy. Obeszłam samochód i wsiadłam na siedzeniu pasażera.
- Znalazłam to na dachu opuszczonej fabryki gdzie wczoraj zabiłam Dorkaniona. Pojechałam tam się rozejrzeć bo coś mi nie pasowało. No wiesz to niemożliwe żeby ten oślizgły stwór polował na wróżki i je zabijał. Znalazłam tam też to.- Wyjęłam skrawek z materiału który znalazłam również na dachu. Brat wziął go do ręki i dokładnie obejrzał, po czym przyłożył do nosa aby powąchać. Odsunął rękę z wyraźnym obrzydzeniem na twarzy też nienawidził tego smrodu.
-Bez dwóch zdań to jednej z wróżki.-Spojrzałam się na niego jak na debila ale nic nie powiedziałam- Tylko co to tam robiło?
-Podejrzewam że któraś z wróżek spotkała się tam z jednym z sługusów Dereka. Tylko nie bardzo wiem po co? Ale sama się tego dowiem.- Powiedziałam wyrywając mu materiał z ręki. – Ty już wiesz czego szukać więc życzę powodzenia.- Wysiadłam z samochodu i skierowałam się w stronę szkoły.
- Jessica!- odwróciłam się i zobaczyłam brata idącego w moją stronę- Nie gniewaj się na mnie. Rozumiesz rozkazy Ministerstwa na razie nie mogę Ci nic więcej powiedzieć. Tyle ile wiesz musi Ci niestety wystarczyć. Nie jestem z tego zadowolony. Musisz wiedzieć że zawsze jestem po twojej stronie.- Uśmiechnął się do mnie szczerze. Wiedziałam że mówi prawdę. Uśmiechnęłam się do niego smutno.
-Wiem bracie ale to jest nie fair. Najpierw dają mi do ochrony …- Zawiesiłam głos i rozejrzałam po parkingu wiele osób nas obserwowało-… no zresztą wiesz co a potem zabraniają Ci poinformować mnie szczegółach co jest raczej ważne ze względu na …- znowu się zatrzymałam w połowie zdania tym razem nie zamierzałam kończyć nie musiałam Alex dobrze wiedział o co mi chodzi. Uśmiechnął się do mnie pocieszająco po czym przyciągnął mnie do siebie i przytulił mocno.
-Dasz rade wierze w Ciebie.-Szepnął mi do ucha po czym złapał mnie za ramiona i odsunął od siebie tak aby spojrzeć mi w oczy. Po czym pocałował mnie w czoło, puścił mnie i odszedł unosząc rękę do góry i delikatnie nią machając. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w stronę szkoły.

Rozdział 5

Podeszłam do Alexa i pocałowałam go w policzek po czym odwróciłam się do Veronici i uśmiechnęłam przyjaźnie do niej.
-To co bracie idziemy?- Zapytałam się go nie racząc na niego spojrzeć chociażby na moment. Cały czas patrzyłam się na tą plastik lalę. Dzisiaj się coś w niej zmieniło na początek nie wiedziałam co ale potem dostrzegłam jej oczy. Uśmiech natychmiast zszedł mi z twarzy. Zamiast niego pojawił się grymas obrzydzenia. Zmieniła dzisiaj soczewki już nie były żółte tylko różowe. Nie różowe to mało powiedziane to był wciekły róż. No coś okropnego. Na dodatek ubrała się cała w takim kolorze. Natychmiast spojrzałam na brata nie mogłam na nią dużej patrzeć.
-Jasne że idziemy mam ci tyle do powiedzenia.- Odpowiedział uśmiechając się promiennie do mnie po czym jego uśmiech stał się jeszcze szerszy kiedy zobaczył moje obrzydzenie tą dziewczyna. Minęliśmy zbaraniałą dziewczynę i poszliśmy w swoim kierunku.
-A pożegnać się to nie łaska.- Krzyknęła za nami. Każde z nas podniosło prawą rękę do góry wykonują krótki ruch w prawo. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem.
-Czy ty zawsze musisz się podobać dziewczyną których ja nie lubię?- Zapytałam z wyrzutem. Założyłam ręce na pierś i udawałam że jestem oburzona. Spojrzał na mnie jak na wariatkę i znowu zaczął się śmiać.- Nie rozumiem Alex co cię tak śmieszy ja mówię poważnie.- Patrzyłam na niego z powagą i czekałam aż przestanie się śmiać. Przez cała drogę do domu się śmiał i nie mógł przestać. Pod drzwiami spojrzałam na niego z irytacją, pokręciłam głową i otworzyłam drzwi. Weszłam pierwsza i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Za nich dało słyszeć się głośne przekleństwo. Uśmiechnęłam się do siebie po czym usłyszałam otwierane drzwi.
-Dziękuje ci bardzo siostrzyczko za rozwalenie nosa.- Powiedział ze złością w głosie.
-Polecam się na przyszłość- Warknęłam nie odwracając się do niego i poszłam do swojego pokoju. Na schodach zobaczyłam królową która schodziła na dół. Ubrana była w długą suknię w kolorze pastelowego różu. „Czy one powariowały z tym różem?” Jej twarz była wykrzywiona we wszystkie strony a jej niebieskie oczy wręcz mroziły mnie nienawiścią jaka z nich biła.
-Zamiast się obijać poszukała byś tego potwora i zabiła w końcu- Warknęła do mnie. Popatrzyłam jej prosto w te niebieskie zimne oczy i warknęłam z oburzeniem.
 - Wiem co mam robić. Ale skoro uważasz że ty się znasz na tym lepiej to proszę bardzo droga wolna nie będę cię powstrzymywać przed zabiciem go.- Przeszłam koło niej i zostawiłam ją w stanie osłupienia na schodach. Weszłam do pokoju, rzuciłam torbę na łóżko i włączyłam muzykę na fula z komputera. Nagle poczułam że ktoś łapie mnie za ramie. Odwróciłam od niechcenia głową i zobaczyłam Alexa, który trzyma sobie chusteczkę pod nosem z którego cały czas płynęła krew. Moja twarz nie ukazywały żadnych emocji. Odwróciłam głowę w stronę komputera i zaczęłam sprawdzać pocztę. Sięgnął ręką do komputera i go wyłączył.
-Jaki ci jeszcze mało to było powiedzieć chętnie ci jeszcze obiję tę twoją piękną buźkę.- Powiedziałam głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji i uśmiechnęłam się ironicznie do niego.
-Nie przyjechałem tu po to żeby się z tobą bić.- Powiedział spokojnie i spojrzał na mnie z uwagą. Uniosłam jedną brew do góry i czekałam aż powie o co chodzi.- Chodź do gabinetu muszę z wami porozmawiać.- Odwrócił się i wyszedł. Zrezygnowana poszłam za nim. W gabinecie była już mama i tata.
 -A więc o co chodzi Aleksie?- Zapytał tata nieco zdenerwowany. Widać Alex przerwał mu coś ważnego. Alex wziął głęboki wdech i opadł na kanapę.- Usiądźcie to co mam wam do powiedzenia na pewno was zaciekawi.- Rodzice od razu usiedli koło syna. Ja oparłam się o biurko które stało naprzeciwko kanapy i czekałam co ma nam do powiedzenia. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się delikatnie. Chusteczkę którą cały czas trzymał przy nosie zgniótł i wrzucił do kosza.- Wolałbym żebyś jednak usiadła.- Popatrzył na mnie wyczekująco. Przewróciłam oczami i usiadłam na biurku. Westchnął z dezaprobatą.- Ale jesteś uparta.-Nie miał zadowolonej miny. Co nie za bardzo mi się spodobało.- No ale dobrze nie będę dłużej przeciągał. Od kiedy się ostatnio widzieliśmy jakieś dwa lata temu mieszkam w Nowym Jorku. Ostatnio bardzo wzrosła tam bardzo mroczna moc. Więc Łowcy byli tam ściągni z Ministerstwa.- Zrobił krótka przerwę przyglądając się każdemu z osobna.- Gdy wybijaliśmy demony ich wcale nie ubywało, wręcz przeciwnie cały czas ich przybywało. Nie wiedzieliśmy w ogóle co się dzieje. Ale nie przestawaliśmy szukaliśmy ich i zabijaliśmy. Pewnej nocy wykryliśmy strasznie dużo mrocznej mocy w jakiejś opuszczonej fabryce. Ruszyło tam 20 Łowców w tym ja. W fabryce zaczęła się krwawa walka zabiliśmy mnóstwo demonów a ich nie ubywało. Walczyliśmy przez trzy godziny żaden z Łowców nie miał już siły. Brnęliśmy po kostki w krwi. Rozejrzałem się do okoła zauważyłem 10 Łowców. Reszta leżała martwa na ziemi. Nagłe zauważyłem czarodzieja.- Wziął głęboki wdech i znowu spojrzał uważnie na każdego z nas. Poszłam za jego przykładem i spojrzałam na rodziców siedzących na kanapie. Twarze nie okazywały emocji, oczy były puste. Ja pewnie wyglądałam tak samo. Wszyscy czekaliśmy aż Alexs będzie mówił dalej. Ta chwila wydawała mi się wiecznością a w głowie huczało od natrętnych myśli.- Zauważyłem również wyłaniające się demony z podłogi. wcześniej nie było tego widać. Stała tam ściana. Ni wiem czy była prawdziwa czy to był czar. Podbiegłem do jakiś dwóch Łowców którzy walczyli niedaleko mnie i pokazałem im to. Natychmiast się rozbiegliśmy i pokazaliśmy to reszcie. Ustawiliśmy się w szyku i ruszyliśmy w jego kierunku nawet się nie zorientował a został ogłuszony. Gdy nie wywoływał kolejnych demonów poszło nam już sprawnie. Byliśmy wykończeni, cali umazani krwią. Zaprowadziliśmy czarodzieja do naszej siedziby. Unieszkodliwiliśmy go. Przez wiele dni go przesłuchiwaliśmy ale nie chciał nic powiedzieć. Nie dawaliśmy mu jeść ani pić. Torturowaliśmy go. Ale nadal nie chciał nic powiedzieć. Mroczna moc była coraz słabsza z dnia na dzień. Więc mieliśmy pewność że to wszystko przez tego czarodzieja. Nie wiedzieliśmy jednak najistotniejszych rzeczy. Mieliśmy mnóstwo pytań na które nie dostawaliśmy odpowiedzi. Po miesiącu się złamał i dostaliśmy to czego chcieliśmy. Dlatego tu jestem potrzebna mi wasza pomoc.- Zrobił kolejna przerwę tym razem nie odzywał się już dobrych parę minut. Nie wytrzymałam i zapytałam.
- Czego się dowiedzieliście?- Patrzyłam na niego wyczekująco tak jak i rodzice. Wziął głęboki wdech i powiedział
- Powiedział nam że Derek Waller żyje i chce zdobyć parę przedmiotów.- Spojrzała na nas uważnie po raz kolejny podczas dzisiejszej rozmowy. Chwyciłam nóż który leżał koło mnie na biurku i w mgnieniu oka znalazłam się przed bratem przykładając mu nóż do gardła.
- Nie rób sobie jaj nie mam nastroju do tego.- Syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Wcześniej nie miałaś złego humoru.- Powiedział bardzo spokojnie nie zwracają uwagi na nóż przy jego gardle który mocniej przysunęłam do jego skóry. Pojawiło się niewielkie rozcięcie z którego powili zaczęła sączyć się krew. Nie zważając na to uśmiechnął się wesoło.- Dostałaś się do drużyny. Na lekcjach nic się nie działo.- Wyliczał na palcach. Przerwałam mu gestem dłoni i opuściłam nóż cały czas patrząc mu w oczy.- Przepraszam bracie za to.- Ruszyłam dłonią w której znajdował się nóż.- I za nos też przepraszam.- Odwróciłam się na pięcie, podeszłam do biurka i wbiłam w nie ostry przedmiot który trzymałam w ręce. Stałam cały czas tyłem i oddychałam głęboko żeby się uspokoić.
-Nie masz za co przepraszać siostrzyczko wiem jak działa na ciebie ta co tu się pałęta.- Uśmiechnęłam się szeroko słysząc to co powiedział odwróciłam się aby stać do niego przodem. Stał tuż za mną i gdy zobaczył że się odwróciłam przytulił mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk kładąc mu głowę na piersi. Zapach krwi która spływała mu cienką stróżka z szyi do końca mnie uspokoił. Staliśmy tak jeszcze chwile po czym przypomniało mi się coś. Nie odrywając się od brata zapytałam.- Czego szuka Derek? Oczywiście jeśli to prawda że żyje.- Dodałam aby nikt nie miał wątpliwości że szczerze wątpię w to aby była to prawda. Tata w końcu go zabił a ja to widziałam. Alex wziął głęboki wdech.
- Szuka pewnego kamienia, miecza i kielicha.- Powiedział trochę wymijająco po czym mocniej mnie przytulił. Już przy wcześniejszym uścisku czułam się jakby miażdżył mi żebra ale teraz to już zaczęła się zastanawiać czy nie chce mnie przypadkiem zabić. Ale nie zwracałam na to uwagi.
- Ten kamień którego szuka to Oko Życia tak?- Zapytałam niepewna tego czy dobrze wszystko rozumiem. Usłyszałam jak rodzice nabierają powietrza do płuc. A więc byli wstrząśnięci a bardzo trudno wprowadzić ich w taki stan. Więc sprawa jest jeszcze gorsza niż mi się wydaje. Wszyscy czekaliśmy w napięciu na jego odpowiedź.
- Tak szuka tego kamienia który ty masz. Nie możemy dojść do tego tylko o jaki miecz i kielich chodzi. I tu potrzeba mi jest wasza pomoc.- Puścił mnie i odwrócił się do rodziców przodem. Wiedziałam mojej pomocy nie chciał ani on ani Ministerstwo. Chodziło im o rodziców. Ja miała zostać tylko ostrzeżona przed napadami na mnie ze względu na Oko Życia.
-Na czym miała by polegać nasza pomoc?- Zapytała mama która odezwała się po raz pierwszy od czasu gdy zaczęła się ta rozmowa.
-Ministerstwo chce abyście pomogli w poszukiwaniach kielicha i miecza.- Odpowiedział spokojnie po czym spojrzał na mnie. Znałam ten wzrok już za czasów dzieciństwa. Oznaczał on wyjdź to rozmowa dorosłych. Wyszłam z gabinetu nie patrząc na nikogo trzaskając przy tym mocno drzwiami i skierowałam się do niewielkiej siłowni. Którą tata urządził w piwnicy. Siedziałam tam do późnego wieczora wyżywając się na ciężarkach i maszynach. Byłam strasznie wściekła musiałam pozbyć się tego co we mnie siedziało. Siłownia zawsze mi pomagała. Lecz nie dzisiaj. Skoro nie siłownia to może ćwiczenia z różnego rodzaju sztuk walki mi pomogą. Na sali z workami i matami przesiedziałam pół nocy. Koło 4 dopiero poczułam się lepiej. Poszłam więc do pokoju wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Długo leżałam gapiąc się w sufit myśląc o tym czego się dzisiaj dowiedziałam. W końcu jednak udało mi się zasnąć.

Rozdział 4

Gdy Nicka nie widziałam już za swoimi plecami ruszyłam biegiem w miejsce wyznaczone przez tatę. Budynek to jakaś opuszczona fabryka. „Pięknie zanim to przeszukam on pewnie zwieje.” Podeszłam do drzwi które runęły na mnie w ostatniej chwili odskoczyłam na bok. Z budynku wyszedł mój przeciwnik. „Nie no ten dzień to koszmar. Czy to naprawdę musiał być akurat ten zasraniec.” Zanim zdążyłam się podnieść opluł mnie zielona strasznie śmierdzącą mazią. Tak się właśnie broni. Pluje mazią, tnie przeciwnika swoimi długimi, ostrymi pazurami i gryzie swoimi zębami wpuszczając truciznę do ciała swojej ofiary. Podniosłam się natychmiast i cisnęłam w niego biczem. Dostał w lewe oko. Zaczął przeraźliwie skomleć. Uderzyłam jeszcze raz. Trafiłam w drugie oko jego krzyki przybrały jeszcze na sile. Jednym szybkim i zdecydowanym ruchem zawinęłam bicz sobie na pasie i wskoczyłam demonowi na kark. Chwyciłam jego głowę oblepioną tą cholerną mazią i skręciłam mu kark. Dorkanion padł na ziemię. Jego ciało zaczęło drżeć na początku delikatnie lecz z każdą sekundą przybierały one na sile. Demon nagle wygiął się w łuku i zamienił się w proch, który po dotknięciu z ziemią zniknął. Spojrzałam na siebie. Byłam cała w tym śluzie a za półtorej godziny zaczyna się szkoła. Wyjęłam telefon i wykręciłam numer do taty.
-Tato przyjedz po mnie jestem przy tym opuszczonym budynku.-Nie czekam na odpowiedź tylko się rozłączyłam. Rozejrzałam się dookoła za jakimś miejscem w którym mogła bym usiąść. Na prawo stało drzewo podeszłam tam i wspięłam się na nie. Z włosów kapał mi śluz na oczy nie miałam jak go przetrzeć bo całe ubranie i ręce miałam w tym obrzydliwym śluzie. Siedziałam tak może z 5 min gdy przyjechał tata. Zeskoczyłam z drzewa i skierowałam się w stronę samochodu. Gdy tylko tata mnie zobaczył wyszedł z samochodu z kocem w dłoni. Czekał na mnie przy samochodzie oparty o maskę. Gdy do niego podeszłam podał mi koc. Owinęłam się nim i oparłam się o samochód tak jak on. Nic nie powiedział tylko spojrzał na mnie tym swoim spojrzeniem z serii "Dobra robota córeczko". Odwróciłam się i wsiadłam do samochodu. Tata wsiadł za mną i zawiózł mnie do domu. Nie rozmawialiśmy przez cała drogę. Gdy weszłam do domu mama czekała na przedpokoju ominęłam ją i skierowałam się w stronę swojego pokoju. Po całym domu latały wróżki i przyglądały mi się z zaciekawieniem. „Ależ ja nienawidzę tego przesłodzonego ich zapachu.” Całkowicie je ignorując weszłam do pokoju. Godzinę później z niego wyszłam wyszykowana już do szkoły.
-Wychodzę- Krzyknęłam z przedpokoju do rodziców i wyszłam do szkoły. W szkole jak to w szkole. Nie uważałam na lekcjach. Miałam biologie, chemie i dwie matmy. Ale nie mam pojęcia co się na nich działo. Cały czas miałam dziwne wrażenie że ktoś mnie obserwuje a na dodatek myśli zawracały mi te latające stworzonka i demon które je ścigał. Tak zleciały mi lekcje do lunchu. Na tą przerwę wyszłam na dwór. Usiadłam sama przy jakimś wolnym stoliku pod drzewem. Gdy piłam wodę zauważyłam że na jeden ze stolików wchodzi Edith z megafonem.
-Uwaga!- Krzyknęła na cały głos i wszystkie twarze zwróciły się ku niej-Przesłuchanie które odbyło się wczoraj na Cheerleaderkę wygrała...- Zrobiła krótką przerwę dla efektu- Jessica Lorens- Powiedziała i pokazała na mnie ręką.- Chodź do nas- Powiedziała już bez megafonu. Westchnęłam ciężko. „Kompletnie o tym zapomniałam.” Wstałam z ociąganiem od stolika i podeszłam do Edith która uśmiechała się do mnie. Również się do niej uśmiechnęłam. Wyciągnęła do mnie rękę chwyciłam ją i weszłam na stolik wszyscy na mnie patrzyli. Uśmiechnęłam się do nich promiennie.-A oto i ona wielkie brawa dla nowej Cheerleaderki Wilków.-Wszyscy zaczęli bić mi brawo. Nagle w tłumie zobaczyłam śmiejącego się chłopaka o czarnych włosach ściętych na jeża i zielonych oczach. Pomachał do mnie kiedy zobaczył że się na niego patrzę. Uśmiechnęłam się szeroko do niego.” A więc mi się nie wydawało obserwował mnie dzisiaj.” Edith przez megafon podała regułkę którą musiałam powtórzyć. Zrobiłam to po czym ona zeszła ze stolika i powiedziała-Czas abyś wszystkim w szkole pokazała dlaczego to akurat ciebie wybrałyśmy.
-Jasne nie ma problemu-Powiedziałam odrywając w końcu wzrok od Alexa i rozejrzałam się do okoła. Uśmiechnęłam się do chłopaków których zobaczyłam za sobą i pokiwałam do nich palcem aby podeszli. Byli z drużyny. Poznałam ich po stroju. Długie niebieskie spodnie i biało-niebieskie T-skirty z głową wilka na piersi. Spojrzałam na dziewczyny stroje miały tego same koloru co chłopaki. Miały proste spódniczki i bluzki na grubych ramiączkach również na ich piersi widniała głowa wilka. Zeszłam ze stolika uśmiechnęłam się do dziewczyn z drużyny.
-Możecie mnie wyrzucić do potrójnego obrotu?- Zapytałam trzech chłopaków kiedy do mnie podeszli.
-Jasne-Odpowiedzieli chórem. Wszyscy mieli brązowe włosy ale różnego koloru oczy niebieskie, piwne i brązowe. „Czy oni mają tu jakąś modę której nie kapuje? Wszystkie dziewczyny praktycznie to blondynki. A chłopaki jeszcze gorzej wszyscy mają brązowe włosy.”
-Dobra więc mnie wyrzućcie i się odsuńcie.-Mieli niepewne miny.- Okey?- Kiwnęli głowami na znak zgody ale nadal nie byli pewni. Wyrzucili mnie w górę a ja zrobiłam trzy obroty i wylądowałam w szpagacie z rekami uniesionymi do góry. Wszyscy zaczęli gwizdać, bić brawa i wykrzykiwać moje imię. Podniosłam się z gracją aby po chwili otoczyli mnie wszyscy z drużyny.
-To było niesamowite.- Powiedział jakiś chłopak a wszyscy potwierdzili to co powiedział skinieniem głowy.
-Dziękuję a teraz przepraszam.- Nie słuchałam czy coś mówią teraz chciałam tylko przytulić się do brata. Porozmawiać z nim. Tak dawno go nie widziałam. Przechodziłam koło uczniów którzy gratulowali mi występu nie odpowiadałam im. Kiwałam tylko głową że dziękuje. Na końcu tego tłumu stał Alex. Podeszłam do niego i rzuciłam mu się na szyję. Przytuliłam się do niego mocno. On też to uczynił. Odsunęłam się od niego trochę i pocałowałam w policzek. Uśmiechnął się tym swoim aroganckim uśmieszkiem. Puściłam go z uścisku odeszłam dwa kroki od niego i przyjrzałam mu się uważnie od stóp do głowy. On też to robił. Gdy nasze oczy się spotkały on pierwszy się odezwał.- Wyładniałaś.- Uśmiechnął się przy tym cwaniacko.
-Tylko tyle masz mi do powiedzenia bracie po tym jak nie widzieliśmy się dwa lata?- Zapytałam z chytrym uśmieszkiem na twarzy. Zanim zdążył mi odpowiedzieć dodałam.- Wyładniałeś.- Powiedziałam naśladując jego głos. Zaśmiał się ponuro.
-Za każdym razem wychodzi ci to coraz lepiej.- Podszedł do mnie, zarzucił mi rękę na ramie.- Mam ci wiele do powiedzenia siostrzyczko. Kiedy kończysz żebyśmy mogli w spokoju porozmawiać?
-Jeszcze cztery godziny.- Odpowiedziałam kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje. Strąciłam jego rękę. Odwróciłam się na pięcie i poszłam po torbę po czym skierowałam się do szkoły nie zwracając uwagi na brata. Lekcja historii, fizyki, geografii i psychologii mięły tak jak wcześniejsze lekcje. Nie zwracałam na nauczycieli najmniejszej uwagi. Notatki oczywiście były ale tylko i wyłącznie dzięki temu że zaglądałam do umysłu osób siedzących koło mnie i spisywałam notatki z ich zeszytów. Zawsze robiłam to jakieś 10 min przed zakończeniem lekcji. Patrzyłam ich oczami, słyszałam ich myśli. Fuj! Niektóre były straszne. Nareszcie doczekałam się końca ostatniej lekcji. Spakowałam się i już wychodziłam z sali kiedy zatrzymała mnie Nicol.
-O co chodzi?- Zapytałam kiedy nic nie mówiła tylko się we mnie wpatrywała przez dobrych parę minut.
-Jutro zaczynają się treningi. Od razu po lekcjach.- Wyrzuciwszy to z siebie odwróciła się i odeszła. Nie odpowiedziałam bo po co? Nie będę za nią krzyczeć. Wyszłam przed budynek szkoły gdzie czekał na mnie Alex ale nie był sam. A to z kim był nie spodobało mnie się.

Rozdział 3

Wstałam przed 5 i wykonałam wszystkie poranne czynności. Siedziałam z rodzicami w kuchni i czekaliśmy na przybycie naszych gości. Kuchnia była olbrzymia z dwiema lodówkami i masą szafek. Mój strój bojowy leżał na przedpokoju w pogotowiu. Były to czarne obcisłe spodnie w których znajdowały się kieszenie na różnego rodzaju broń. Do stroju zaliczała się również czarna bluzka.
-Muszę ich z wami witać?- Zapytałam po raz setny tego ranka. Miałam nadzieje że w końcu zmienią zdanie.
-Tak musisz!- Odpowiedział zdenerwowany tata. Głowę ogoloną ma na łyso od kąd pamiętam. Na twarzy miał wiele blizn po stoczonych walkach. Nigdy się nie uśmiechał, a przynajmniej ja nie pamiętam. W jego brązowych oczach widać było determinacje i coś czego nie umiem określić. Był wysportowany i to on nauczył mnie praktycznie wszystkiego o walce. Ubrany był w stare jeansy i czarny T-skirt. -Czy królowa z wróżkami musi się spóźniać?- Zapytał się mamy. Była drobną kobietą ale pozory mylą jest niezwykle silna chociaż po niej tego nie widać. Rude włosy miała zawiązane w warkocz. Jej zielone oczy na ogół były przyjazne i wesołe. Ubrana była w szare obcisłe spodnie, niebieską tunikę i czarny pasek zapięty w tali. „Zaraz moment czy ja dobrze rozumiem królowa wróżek też ma tu być. Nnniiieee!!!! Mnie tu być nie może przecież oni dobrze wiedzą że mam z nią na pieńku.” Spojrzałam najpierw na tatę wyglądał na strasznie zdenerwowanego. Jakby wygadał jakiś wielki sekret przy osobie która mu go powierzyła. Spojrzał zaniepokojony na mamę. Była wściekła i to strasznie gdyby miała przy sobie broń na pewno by jej użyła. Odsunęłam krzesło od stołu podniosłam się uderzając pięściami w stół.
-Jak to królowa!- Wrzasnęłam wściekła patrząc to na mamę to na tatę.-Czy któreś z was może mi powiedzieć co tu się dzieje!- Nie mogłam się uspokoić znowu matka pakuje mnie z rzeczy w które nie powinna się mieszać.-Czy jest w ogóle jakiś demon który zabija te zasrane wróżki?!- Nadal nikt nic nie mówił. Wzięłam parę głębszych wdechów aby się uspokoić.-Dobrze więc radźcie sobie sami z tymi gośćmi. Wy ich przywitajcie i zajmujcie się. Ja im się na oczy nie pokarze a niech któreś z nich wywinie mi jakiś numer to zabije. A teraz przepraszam idę szukać demona.-Skierowałam się w stronę wyjścia z kuchni. Zatrzymałam się w drzwiach i odwróciłam do rodziców. Ich twarze nie wyrażały emocji zresztą pewnie tak jak i moja. Tak zostaliśmy wyszkoleni podczas misji nie okazujemy emocji i robimy najlepiej to co umiemy aby misja się powiodła. Oni teraz traktowali tą sytuację w ten sposób. Wiedzieli że królowa się niedługo zjawi i lepiej jest jak tak teraz zareagowałam niż przy niej.- Jeżeli wy go wcześniej namierzycie dajcie mi znać.- Nie musiałam im tego przypominać wiedzieli od dawna tak współpracujemy, ale wolałam żeby później nie było żadnych niedociągnięć. Poszłam po swój strój, raz dwa się przebrałam, związałam włosy w koński ogon i wyszłam z domu. Jako broń wzięłam bicz to mi w zupełności wystarczy.
 Szłam ulicami nawet się nie rozglądając za jakimiś znakami demona. Wskoczyłam na dość duże drzewo i obserwowałam ludzi przechodzących w jego pobliżu. Dochodziła już 7 więc wszyscy spieszyli się do pracy. Widziałam też parę par chyba to były osoby ze szkoły. „Wróżki już są. Czuje ten smród już dobre parę minut. Na pewno są już u mnie w domu. Mam nadzieję że i tego demona tu przywieje niedługo. Muszę się pozbyć tej królowej jak najszybciej z domu.” Z moich zamyśleń wyrwał mnie hałas jaki rozległ się pod drzewem. To ten czarnowłosy chłopak. Usiadł pod drzewem i zaczął coś rysować w rysowniku.” A co mi szkodzi przywitam się z nim.” Zeskoczyłam z drzewa i wylądowałam tuz koło niego. Odwrócił głowę w stronę hałasu jaki wywołałam ładując na suchej trawie.
-Skąd się tu wzięłaś?- Zapytał wyraźnie zaskoczony moim nagłym pojawieniem się. Wskazałam ręka na drzewo.
-Obserwowałam z drzewa okolice.-Odpowiedziałam uśmiechając się do niego.-Mogę usiąść?- Zapytałam pokazując wolne miejsce po jego lewej stronie. Przez chwile się zastanawiał spoglądając to na rysownik to na wolne miejsce które cały czas pokazywałam dłonią.-Nie będę ci przeszkadzać-Dodałam widząc jego reakcje.
-Jasne możesz usiąść.-Usiadłam koło niego i zerknęłam do szkicownika.
-Co rysujesz ….
-Nick
-Co rysujesz Nick?- Zapytałam wskazując rysownik
-Obiecałem siostrze że narysuję jej wróżki-Odpowiedział patrząc na rysunek. „Pięknie i znowu wróżki czy ja się dzisiaj od nich nie uwolnię?”
-Mogę?- Zapytałam niepewnie wyciągając rękę po zeszyt. Nic nie odpowiadając podał mi go.
 -Nie za bardzo przypomina wróżki- Zauważyłam. „Chłopie gdyby nie skrzydła nie powiedziała bym że to wróżka. Przewróciłam kartkę na wcześniejszą stronę.- Łał- Zaczęłam przeglądać rysunki.-Z wróżkami ci nie za bardzo idzie.-Powiedziałam odwracając głowę w jego stronę.
-Sam zdążyłem już zauważyć-Odpowiedział z ironią w głosie. Wyjęłam mu ołówek z ręki i wyrwałam kartkę. Zaczęłam rysować. Gdy skończyłam po pewnym czasie na środku stała bardzo piękna kobieta ze skrzydłami i szpiczastymi uszami. Ubrana była w piękną długą suknię z trenem ciągnącym się za nią w fikuśne wzory. Wszystko oddałam w idealnym wydaniu prawdziwej królowej wróżek no poza twarzą. Postać na rysunku była łagodna w rzeczywistości była wredna i wścibska. Wokół królowej były małe wróżki które pomagały królowej w ułożeniu włosów, sukni i robiły jeszcze jakieś rzeczy sama nie wiem dokładnie co gdzieś z tyłu. Podwładni królowej normalnie są więksi ale tak to niczym innym się nie różnią. Latają wokół swojej pani i jej usługują. Ubrani są w skromne proste szaty. Spojrzałam jeszcze raz na rysunek po czym odwróciłam go tak aby Nick mógł zobaczyć moje wypociny.
-Takie powinno się spodobać twojej siostrze- Powiedziałam zadowolona ze swojego dzieła.
-Wielkie dzięki sam bym lepiej tego nie narysował. Masz talent.
-Może-Nagle zadzwonił mi telefon. Spojrzałam na wyświetlacz widniało na nim zdjęcie taty.-Przepraszam muszę odebrać.-Wstałam i oddaliłam się Nicka tak alby nie słyszał co mówię.
-Co się stało?
-Jakiś kilometr od ciebie znajduje się demon. Jest w opuszczonym domu na południowy zachód od ciebie.
-Dobra nie wiesz kto to?
-Nie nie wiem.
-Dobra już tam idę.- Rozłączyłam się nie zważając na to że tata może mieć jakieś jeszcze wskazówki. Podeszłam do Nicka który rysował już coś nowego w swoim zeszycie.-Muszę już iść tata wzywa. Zobaczymy się w szkole.-Powiedziałam i odwróciłam się na pięcie
-Nie ma sprawy. Dzięki za rysunek ratujesz mi życie. Na razie.- Odpowiedział nie odrywając się od rysunku. „Ratuje życie dobre”. Uśmiechnęłam się na sama myśl o tym po czym rzuciłam przez ramie.- Nie ma za co- I odeszłam. W kierunku wskazanym przez tatę.

Rozdział 2

 Mama czekała już na mnie w kuchni.” Pięknie teraz muszę jej wszystko powiedzieć.” Mama stała przy kuchence i gotowała coś co pachniało strasznie słodko nienawidzę takiego smrodu.
-No nareszcie jesteś.-Powiedziała nawet na mnie nie patrząc. Wrzucała cały czas coś do garnków. Zaraz poznałam ten odór.
-Będą u nas gościły wróżki?- Zapytałam choć znałam odpowiedź tylko one jadają coś tak śmierdzącego.
-Tak będzie ich 15.Będą tutaj aż do czasu gdy im pomożemy. Przybędą jutro z samego rana. Nie za dużo ugotowałam?
-Nie wiem nie podejdę bliżej bo ten odór mnie zabije. A co się dzieje takiego że potrzebują naszej pomocy?
-Ściga je jakiś demon i mamy nadzieje że przyjdzie tu za nimi.
-Pięknie a już myślałam że chociaż tydzień będziemy mieli spokoju.
-Chcesz się nim zająć?
„No teraz to już przeszła samą siebie. Zawsze od skończenia akademii łowców biorę takie sprawy.”-Też pytanie mamo jasne że tak. Wiesz może jak wygląda?
-Nie wszystkie wróżki które go spotkały zginęły więc nikt nic nie wie.
-No dobra to poczekam. Będą jeszcze jacyś goście?
-Dwóch czarodziejów i wilkołak.
-Kiedy przybędą?
-Za dwa dni.
-Powiedz chociaż że chcą tylko nocleg i nic więcej.
-Tak czarodzieje o świcie następnego dnia odchodzą a wilkołak tego samego dnia tylko wieczorem gdy się ściemni.
 -To dobrze że tak szybko znikną. Idę do pokoju muszę odrobić lekcje i przygotować się przed przyjściem tych wścibskich wróżek.-Odwróciłam się tyłem do mamy i zaczęłam kierować się do schodów modląc w duchu żeby nie pytała się jak w szkole.
-A jak tam w szkole?
„A niech to zapytała się”. Odpowiedziałam jej stojąc przy schodach.- Dobrze. Byłam na przesłuchaniu do drużyny Cheerleaderek. Jutro będą ogłoszone wyniki ale sądzę że mogę się już uważać za przyjętą.
-Dobrze opowiesz mi jutro dokładnie o wszystkim.- Zaczęłam wchodzić po schodach ciesząc się ze jutro będę musiała o wszystkim opowiedzieć. „W sumie będzie jutro tata ale dam sobie rade.”-Zaczekaj mam jeszcze jedno pytanie.-Przystanęłam na schodach.
-O co chodzi?- Zapytałam z nadzieją że to nie to pytanie
-Używałaś dzisiaj mocy na kimś?- A jednak zapytała.
 -Obiecałam że będę to robić tylko w sytuacjach koniecznych. Tak? Tak wiec dzisiaj nie użyłam na nikim mocy po za sobą. Jeśli użyje jej na kimś to was o tym poinformuje.-Dokończyłam wspinaczkę po schodach nie słuchając już tego co mówi mama. Nie było dzisiaj nic zadane ale każda wymówka jest dobra aby móc się gdzieś chować przed tym odorem. Poszłam do łazienki i przyszykowałam się do snu. „Jutro muszę wcześnie wstać i powitać wróżki. Straszne stworzenia. Oby szybko zjawił się ten demon. Im prędzej się go pozbędę tym prędzej one stąd odejdą.” Położyłam się w łóżku i zaczęłam czytać około 23 odłożyłam książkę. „Będzie ciekawie od jutra.” I zasnęłam.

Rozdział 1

Weszłam do szkoły przez frontowe drzwi. Stanęłam na środku dużego holu. Jest w kształcie kwadratu. A trzech jego boków odchodzi po jednym korytarzu na których wzdłuż ścian ciągnęły się szafki. W tym holu znajdowały się Gabloty z osiągnięciami sportowymi, naukowymi, teatralnymi innymi całej szkoły z kilkudziesięciu lat. Ruszyłam korytarzem naprzeciwko drzwi frontowych. Wszyscy się na mnie patrzyli. Tak jestem nowa dlatego tak się patrzyli. Chcą zobaczyć jak najwięcej żeby później mogli gadać. Cóż nie dziwie się sama tak robiłam gdy ktoś nowy pojawiał się w szkole a trzeba przyznać nie często się to zdarza. Nie patrzyłam na nikogo szlam przed siebie, wyprostowana z głową wysoko podniesioną. Podeszłam do jakiegoś chłopaka który opierał się o ścianę z słuchawkami na uszach i nie zwracał uwagi na otoczenie. Stanęłam naprzeciwko niego i poczekałam aż zdejmie słuchawki.
-Gdzie mogę znaleźć sekretariat?- Zapytałam spokojnie je zdjął. Spojrzał na mnie niezadowolony z tego że ktoś mu przeszkadza. Miał czarne oczy i włosy niedbale ułożone.
-Chodź za mną. Zaprowadzę cie.-Po czym ruszył przed siebie. Z powrotem zakładając słuchawki na uszy. Nie odwrócił się żeby zobaczyć czy za nim idę. Zrównałam się z nim i szliśmy w milczeniu do sekretariatu. Skręciliśmy w kolejny zakręt i mój przewodnik się zatrzymał.
-To tutaj-Wskazał ręka na drzwi przed nami
-Dzięki- Odpowiedziałam grzecznie i weszłam.Za biurkiem zawalonym mnóstwem papierów siedziała starsza kobieta. O siwych włosach, brązowych oczach w których widać było wiele bólu, wokół oczu była sieć zmarszczek a na nosie miała okulary. Rozejrzałam się sekretariacie. Było to nie duże pomieszczenie zastawione regałami z segregatorami. Znajdowały się tam również drzwi na których znajdowała się tabliczka z napisem dyrektor.
-Dzień dobry. Nazywam się Jessica Lorens przyszłam po plan zajęć.
-Dzień dobry. Ty jesteś tą nową uczennicą. Proszę o to twój plan. Za 10 min zaczyna ci się pierwsza lekcja. Trafisz do sali?
-Tak trafie dziękuje-Skłamałam nie mam zielonego pojęcia gdzie jest jaka klasa ale sobie poradzę. Wyszłam pewnym krokiem z sekretariatu żegnając się ze starsza kobieta. Spojrzałam na plan pierwsza lekcja angielski. Podeszłam do ściany, oparłam się o nią rozejrzałam się dookoła nikogo nie było. Tym lepiej nie muszę się nigdzie chować. Zamknęłam oczy i zaczęłam szukać klasy w której mam mieć angielski, szłam korytarzem skręcałam raz w prawo raz w lewo aż znalazłam się przed właściwą klasą. Otworzyłam oczy i ruszyłam tą samą droga którą przed chwilą widziałam. Dotarłam pod sale w ostatniej chwili. Weszłam do klasy wszyscy siedzieli już na swoich miejscach na których pewnie siedzieli rok temu. Jedyne wolne miejsce było przy tym samym chłopaku który zaprowadził mnie do sekretariatu. Siedział na samym końcu sali pod oknem.
-Mogę się przysiąść?- Zapytałam kładąc torbę na ławce. Spojrzał na torbę na ławce i mnie siadającą na wolnym miejscu
-Skoro już się rozgościłaś-Odpowiedział nie patrząc na mnie tylko gdzieś w okno.
-Dzień dobry. Podobno mamy nowa uczennice w klasie. Proszę się przedstawić wszystkim.-Powiedział w podeszłym wieku nauczyciel. Był łysy na nosie miał okulary nie widziałam jego oczu ponieważ wpatrywał się w jakieś papiery. Ubrany był w czarny golf i garnitur. Podniosłam się w ławce. Nauczyciel podniósł głowę usłyszawszy szuranie krzesła i spojrzał na mnie. Miał piwne oczy które pełne były zimna.
-Nazywam się Jessica Lorens. Przeprowadziłam się tutaj...-Przerwał mi w pól zdania
-Dobra starczy. Ja nazywam się Burgess Philips i od dzisiaj uczę cię angielskiego. Zaczynamy lekcje-Usiadłam nie reagując na to ze mi przerwał. Po klasie rozległ się szum. Nie zwróciłam na to uwagi tylko zajęłam się lekcja. Lekcja minęła mi szybko. Zanim wyszłam z klasy spojrzałam na plan kolejna lekcja to historia.
-Gdzie odbywają się lekcje historii?- Zapytałam mojego kolegę z ławki
-Pokazał bym ci ale nie mam po drodze-Odpowiedział i poszedł. No trudno sama sobie poradzę. Trafiłam tak jak poprzednim razem. Tym razem siedziałam sama na końcu klasy. I znowu to samo powiedziałam jak się nazywam a potem przedstawił mi się nauczyciel. Był to stary mężczyzna o siwych włosach. Chociaż tego co posiadał na głowie nie było można nazwać włosami. Oczy miał niebieskie, straciły już swój blask i wątpię żeby dobrze widział. Kolejna lekcja szybko mi zleciała. Następny był wf.
-Wiesz możne jak stad trafie na sale gimnastyczna?- Zapytałam się jakiejś dziewczyny siedzącej przede mną.
-Jasne. Też mam wf więc możemy pójść razem. A tak poza tym mam na imię Edith.-Powiedziała podając mi rękę. Uścisnęłam ją. Edith była blondynka o niebieskich oczach i wyglądała na wysportowaną.
-Miło mi jestem Jessica.
-Skąd jesteś?- No ładnie teraz trzeba będzie jej wszystko opowiedzieć. Skąd jestem, do jakiej szkoły chodziłam i co w niej robiłam itd.
-Jestem z Dallas. Chodziłam tam do prywatnej szkoły. Byłam Cheerleaderka- Odpowiedziałam nawet na niezadane pytania. Widziałam zdziwienie na twarzy Edith. Uśmiechnęłam się i wzruszyłam ramionami.
-Chwile powiedziałaś ze byłaś Cheerleaderka, tak?
-Tak, tak właśnie powiedziałam.
 -Też jestem Cheerleaderka i szukamy jednej dziewczyny do zespołu. Przyjdź dzisiaj na przesłuchanie o 16.-Powiedziała i już zniknęła w szatni. „Ekstra nie będę się tu jednak nudzić. Zaczyna się robić ciekawie.” Pomyślałam i weszłam do szatni. W szatni panował chaos każda dziewczyna się przekrzykiwała. „Nie nawidze takiego gwaru, mogły by być ciszej. Ale skoro nie mogą to ja je uciszę w swojej głowie.” Przymkełam oczy na chwile i się skupiłam na tym hałasie i zaraz było ciszej. Uśmiechnęłam się do siebie. Szatnia była duża było tam wiele szafek na stroje prawdopodobnie był też tam prysznic.
 -Z czego się tak cieszysz nowa- Warknęła jakaś zbuntowana nastolatka. Włosy pofarbowane miała na blond a końcówki na różowo. Soczewki kontaktowe dzięki czemu jej oczy miały taki sam żółty kolor jak jej włosy. Wymalowana jak by zaraz miała wyjść na wybieg. Była już przebrana w stój gimnastyczny który składał się z różowej bluzeczki odsłaniającej wszystko co podobało się chłopcom oraz krótkie spodenki również różowe odsłaniający cały tyłek. „Równie dobrze mogła by być w samej bieliźnie wyszło by na to samo. Nie no taka lala nie będzie się tak do mnie odzywać.”
-A co zabronisz mi się uśmiechać?- Zadałam pytanie retoryczne i przeszłam obok niej podchodząc do Edith.-Nie wiesz co dziś będziemy robić na wf-ie?
-Nie nie wiem i radze ci uważaj na Veronice kto jej wejdzie w drogę będzie miał piekło w szkole.-Czuła się w obowiązku mnie ostrzec
 -Spokojnie poradzę sobie.- Zaczęłam się przebierać. Właśnie chciałam założyć niebieska bluzkę z krótkim rękawem gdy ktoś od tyłu wyrwał mi ją z ręki. Odwróciłam się i zobaczyłam Veronice.
 -Wątpię żebyś sobie poradziła ja żądzę w tej szkole i żadna nowa nie będzie mi się tu panoszyć. Jasne?- Zaczęła machać moja bluzką mi przed nosem po czym schowała ją za plecami.
 -Jestem nowa jak powiedziałaś i jeszcze mnie nie znasz, nie wiesz do czego jestem zdolna ale zaraz ci pokaże. I będę robiła co mi się podoba a tobie nic do tego.- Zlustrowałam jej wygład-Nie dziwie się że tu rządzisz skoro tak wyglądasz. Równie dobrze na sale możesz wyjść w samej bieliźnie a chłopaki nie zauważą różnicy. A te oczy....Szkoda gadać.-Widziałam jak jej twarz robi się czerwona ze złość. Uśmiechnęłam się szczerze zadowolona z siebie po czym podskoczyłam do góry zrobiłam obrót i znalazłam się za jej plecami. Wyjęłam swoją bluzkę z jej reki i założyłam. Odwróciła się do mnie.
-Ale ale ale...- Wzięła głęboki oddech-Ale jak ty to zrobiłaś?- Zapytała zdezorientowana
 -Byłam Cheerleaderka. To nic trudnego każda Cheerleaderka potrafi tak zrobić i każda dziewczyna może się tego nauczyć.-Jeszcze raz przejechałam po niej wzrokiem-No oczywiście jeżeli nie ma się tyle plastiku i tapety na sobie.-Powiedziałam spokojnie i ją minęłam. Pluła się jeszcze coś za moimi plecami ale nie zwracałam na nią uwagi. Założyłam czarne długie spodnie i poszłam na sale gimnastyczna. Było tam paru chłopaków którzy grali w kosza. Piłka uderzyła mnie w nogi. Podałam im ją.
-Przyłączysz się?- Zapytał któryś z nich nawet nie zauważyłam który
-Nie dzięki-Odpowiedziałam w ich stronę nadal nie wiedząc który z chłopaków mi to zaproponował. Zaraz potem przyszły dziewczyny i zaczęły się rozgrzewać. Spojrzałam się pytająco na Edith.
 -Nauczycielka rzadko pojawia się na wf-ie więc robimy co chcemy-Odpowiedziała na niezadane pytanie. Wf minął szybko wygłupiałyśmy się z dziewczynami przez cały czas. Następną i ostatnią lekcją była biologia. Dziewczyny wytłumaczyły mi jak tam trafić. Tą lekcje miałam również z tym dziwnym chłopakiem. „Nawet jest przystojny. Jest w nim coś takiego. Nie umiem tego określić.” Potrząsnęłam głową pozbywają się tych myśli. „Nie mogę tak myśleć jak się mama z tata dowiedzą co już dzisiaj wyprawiałam to już po mnie. A jak zaczną dalej zaglądać.” Znowu potrząsnęłam głową pozbywając się natrętnych myśli.” I jak widzę znowu muszę z nim siedzieć wszystko inne jest zajęte.” Podeszłam do ławki i usiadłam nawet się nie pytając czy mogę. Odwrócił się tylko w moja stronę żeby zobaczyć co się dzieje ale nie zareagował. Do sali weszła młoda kobieta koło 30.Brązowe włosy miała spięte w koka z tyłu głowy. Oczy miała również brązowe przyjrzała mi się uważnie.
 -Ty jesteś pewnie tą nową uczennicą. Tak?- To było pytanie retoryczne więc nic nie odpowiedziałam tylko się podniosłam.-Ja zacznę. Nazywam się Nicolle Dickens.
 -Ja nazywam się Jessica Lorens.-Usiadłam z powrotem do ławki. Nauczycielka patrzyła się na mnie z nadzieją że coś więcej powiem kiedy tego nie zrobiłam zaczęła lekcje. Jak każda inna lekcja szybko mi mięła. Po lekcjach poszłam do domu wziąć strój który przyda mi się na przesłuchanie do drużyny.
 -Jestem już-Krzyknęłam w progu. Odczekałam chwile jednak nikt mi nie odpowiedział. „Pewnie nikogo nie ma.” Rzuciłam plecak w kąt na przedpokoju. Nie był duży jak na możliwości mamy. Przeszłam do kuchni ona była już olbrzymia musiała taka być zresztą jak reszta domu. Było tu mnóstwo pokoi z których będą korzystać osoby wielu gatunków. Wzięłam wodę w butelce i poszłam na górę na piętro do swojego pokoju. Nie był duży nie potrzebowałam takiego. Po prawej stronie od drzwi znajdowało się moje łóżko z baldachimem. Obok łóżka były drzwi do łazienki, która również nie była duża. Naprzeciwko drzwi było okno z balkonem. Koło okna stało biurko. Po lewej stronie drzwi znajdowała się garderoba z masą ciuchów. Weszłam do garderoby i wyjęłam strój w którym bardzo często ćwiczyłam na treningach w poprzedniej szkole. Po czym poszłam do łazienki i wzięłam długa kąpiel z pianą. Stanęłam przed lustrem. Rozczesałam swoje długie kasztanowe włosy i spięłam w koński ogon. Stałam tak jeszcze chwile i wpatrywałam się w swoje brązowe oczy. Ubrałam się w strój który wcześniej wyjęłam z szafy, wzięłam z biurka iPoda i poszłam do szkoły. Pogoda na dworze była piękna. Na niebie nie było ani jednej chmury a słońce mocno grzało. Szłam powoli rozglądając się po okolicy i nagle przede mną wyrósł jak spod ziemi czarnooki chłopak na którego od samego rana się natykam. O mały włos się nie zderzyliśmy. Chciałam go wyminąć i iść dalej w stronę szkoły, ale stało się coś czego się nie spodziewałam. Chłopak złapał mnie za ramie. Spojrzałam mu w oczy a on delikatnie się uśmiechnął. Wyjęłam słuchawki z uszu.
-Nie radze ci tam teraz iść.- Odezwał się do mnie pierwszy. Byłam w szoku. Ale nie dałam tego po sobie poznać. Spojrzałam na niego pytająco.
-Niby czemu mam tam teraz nie iść?- Zapytałam chociaż chyba nie musiałam zadawać tego pytania.
-Veronica na ciebie czeka przed szkołą.
-Czyli słyszałeś o tym co się stało w szatni.
-Trudno było nie słyszeć wszyscy w szkole już wiedza o tym co zrobiłaś- Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym co działo się w szkole przed wf-em.
-No to będzie ciekawie-Odpowiedziałam uśmiechając się zadziornie. Założyłam z powrotem słuchawki i poszłam do szkoły. Tak jak mówił za rogiem zobaczyłam główne wejście do szkoły a przed nim Veronice z jakimiś dziewczynami podobnymi do niej. Patrzyłam się w jej oczy i przeszłam koło nich wchodząc do szkoły. Jednak nie było tak ciekawie jak bym chciała żeby było. Poszłam pod sale gimnastyczną. Było tam mnóstwo dziewczyn. Każda z nich była zestresowana. Jedne chodziły w ta i z powrotem, inne siedziały na podłodze i obgryzały paznokcie, kolejne udawały że się nie stresują ale one również były strzępkiem nerwów. Wyglądało na to że ja będę ostatnia. Nie przeszkadzało mi to usiadłam na ziemi i słuchałam muzyki, obserwując jak dziewczyny wchodzą i wychodzą z sali z różnymi nastrojami. W końcu nadeszła moja kolej. Wyłączyłam iPoda i weszłam na sale. Pod jednym z koszy stała ława a za nim siedziały cztery dziewczyny. Edith i jeszcze jakieś trzy jej koleżanki. Pewnie one najwięcej mają do powiedzenia w grupie. Wszystkie trzy były blondynkami.” Nie no pięknie jeżeli wszystkie są blondynkami to ja się wypisuje.” Miały na sobie stroje jakie obowiązywały. Nie widziałam za wiele ale były one biało-niebieskie.
 -Oh...jednak jesteś Jessica bardzo się cieszę.- Przywitała mnie z wielkim uśmiechem na twarzy. Pokazała na dziewczynę siedzącą po jej lewej stronie na końcu.-To jest Emily. Ona zaprojektowała nasze stroje dla dziewczyn jak i dla chłopaków.- Emilii podniosła głowę i spojrzała na mnie przelotnie widać było że ma już tego wszystkiego dosyć. Zdążyłam dostrzec jej brązowe oczy. Edith pokazała na kolejna dziewczynę po jej lewej stronie która siedziała koło niej.-To jest Nicole. Jest zastępca kapitana czyli mnie.- Nicol patrzyła na mnie z swoimi dużymi piwnymi oczami z zaciekawieniem. Kapitan drużyny pokazał ostatnia dziewczynę siedzącą po jej prawej stronie.-A to jest Megan. Pomaga mi układać układy.- Megan nawet na mnie nie spojrzała.-A teraz pokaż co potrafisz.-Dziwne że dały mi wolną rękę zazwyczaj dają jakieś niewykonalne kombinacje. „Widać już jestem wybrana a to wszystko tylko formalność.” Stanęłam na środku sali i zrobiłam dwa salta w ich stronę po czym wyskoczyłam w górę zrobiłam obrót i idealnie wyładowałam tuz przed nimi. Wszystkie na mnie patrzyły z uśmiechami na twarzy. Spojrzały po sobie po czym Edith powiedziała.-Dziękujemy za ten pokaz. Jutro ogłosimy kto został przyjęty do drużyny.- Uśmiechnęłam się do nich i wyszłam. Przed szkoła nikogo nie było włączyłam iPoda i wróciłam do domu.