Podeszłam do Alexa i pocałowałam go w policzek po czym odwróciłam się do Veronici i uśmiechnęłam przyjaźnie do niej.
-To co bracie idziemy?- Zapytałam się go nie racząc na niego spojrzeć chociażby na moment. Cały czas patrzyłam się na tą plastik lalę. Dzisiaj się coś w niej zmieniło na początek nie wiedziałam co ale potem dostrzegłam jej oczy. Uśmiech natychmiast zszedł mi z twarzy. Zamiast niego pojawił się grymas obrzydzenia. Zmieniła dzisiaj soczewki już nie były żółte tylko różowe. Nie różowe to mało powiedziane to był wciekły róż. No coś okropnego. Na dodatek ubrała się cała w takim kolorze. Natychmiast spojrzałam na brata nie mogłam na nią dużej patrzeć.
-Jasne że idziemy mam ci tyle do powiedzenia.- Odpowiedział uśmiechając się promiennie do mnie po czym jego uśmiech stał się jeszcze szerszy kiedy zobaczył moje obrzydzenie tą dziewczyna. Minęliśmy zbaraniałą dziewczynę i poszliśmy w swoim kierunku.
-A pożegnać się to nie łaska.- Krzyknęła za nami. Każde z nas podniosło prawą rękę do góry wykonują krótki ruch w prawo. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchliśmy śmiechem.
-Czy ty zawsze musisz się podobać dziewczyną których ja nie lubię?- Zapytałam z wyrzutem. Założyłam ręce na pierś i udawałam że jestem oburzona. Spojrzał na mnie jak na wariatkę i znowu zaczął się śmiać.- Nie rozumiem Alex co cię tak śmieszy ja mówię poważnie.- Patrzyłam na niego z powagą i czekałam aż przestanie się śmiać. Przez cała drogę do domu się śmiał i nie mógł przestać. Pod drzwiami spojrzałam na niego z irytacją, pokręciłam głową i otworzyłam drzwi. Weszłam pierwsza i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Za nich dało słyszeć się głośne przekleństwo. Uśmiechnęłam się do siebie po czym usłyszałam otwierane drzwi.
-Dziękuje ci bardzo siostrzyczko za rozwalenie nosa.- Powiedział ze złością w głosie.
-Polecam się na przyszłość- Warknęłam nie odwracając się do niego i poszłam do swojego pokoju. Na schodach zobaczyłam królową która schodziła na dół. Ubrana była w długą suknię w kolorze pastelowego różu. „Czy one powariowały z tym różem?” Jej twarz była wykrzywiona we wszystkie strony a jej niebieskie oczy wręcz mroziły mnie nienawiścią jaka z nich biła.
-Zamiast się obijać poszukała byś tego potwora i zabiła w końcu- Warknęła do mnie. Popatrzyłam jej prosto w te niebieskie zimne oczy i warknęłam z oburzeniem.
- Wiem co mam robić. Ale skoro uważasz że ty się znasz na tym lepiej to proszę bardzo droga wolna nie będę cię powstrzymywać przed zabiciem go.- Przeszłam koło niej i zostawiłam ją w stanie osłupienia na schodach. Weszłam do pokoju, rzuciłam torbę na łóżko i włączyłam muzykę na fula z komputera. Nagle poczułam że ktoś łapie mnie za ramie. Odwróciłam od niechcenia głową i zobaczyłam Alexa, który trzyma sobie chusteczkę pod nosem z którego cały czas płynęła krew. Moja twarz nie ukazywały żadnych emocji. Odwróciłam głowę w stronę komputera i zaczęłam sprawdzać pocztę. Sięgnął ręką do komputera i go wyłączył.
-Jaki ci jeszcze mało to było powiedzieć chętnie ci jeszcze obiję tę twoją piękną buźkę.- Powiedziałam głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji i uśmiechnęłam się ironicznie do niego.
-Nie przyjechałem tu po to żeby się z tobą bić.- Powiedział spokojnie i spojrzał na mnie z uwagą. Uniosłam jedną brew do góry i czekałam aż powie o co chodzi.- Chodź do gabinetu muszę z wami porozmawiać.- Odwrócił się i wyszedł. Zrezygnowana poszłam za nim. W gabinecie była już mama i tata.
-A więc o co chodzi Aleksie?- Zapytał tata nieco zdenerwowany. Widać Alex przerwał mu coś ważnego. Alex wziął głęboki wdech i opadł na kanapę.- Usiądźcie to co mam wam do powiedzenia na pewno was zaciekawi.- Rodzice od razu usiedli koło syna. Ja oparłam się o biurko które stało naprzeciwko kanapy i czekałam co ma nam do powiedzenia. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się delikatnie. Chusteczkę którą cały czas trzymał przy nosie zgniótł i wrzucił do kosza.- Wolałbym żebyś jednak usiadła.- Popatrzył na mnie wyczekująco. Przewróciłam oczami i usiadłam na biurku. Westchnął z dezaprobatą.- Ale jesteś uparta.-Nie miał zadowolonej miny. Co nie za bardzo mi się spodobało.- No ale dobrze nie będę dłużej przeciągał. Od kiedy się ostatnio widzieliśmy jakieś dwa lata temu mieszkam w Nowym Jorku. Ostatnio bardzo wzrosła tam bardzo mroczna moc. Więc Łowcy byli tam ściągni z Ministerstwa.- Zrobił krótka przerwę przyglądając się każdemu z osobna.- Gdy wybijaliśmy demony ich wcale nie ubywało, wręcz przeciwnie cały czas ich przybywało. Nie wiedzieliśmy w ogóle co się dzieje. Ale nie przestawaliśmy szukaliśmy ich i zabijaliśmy. Pewnej nocy wykryliśmy strasznie dużo mrocznej mocy w jakiejś opuszczonej fabryce. Ruszyło tam 20 Łowców w tym ja. W fabryce zaczęła się krwawa walka zabiliśmy mnóstwo demonów a ich nie ubywało. Walczyliśmy przez trzy godziny żaden z Łowców nie miał już siły. Brnęliśmy po kostki w krwi. Rozejrzałem się do okoła zauważyłem 10 Łowców. Reszta leżała martwa na ziemi. Nagłe zauważyłem czarodzieja.- Wziął głęboki wdech i znowu spojrzał uważnie na każdego z nas. Poszłam za jego przykładem i spojrzałam na rodziców siedzących na kanapie. Twarze nie okazywały emocji, oczy były puste. Ja pewnie wyglądałam tak samo. Wszyscy czekaliśmy aż Alexs będzie mówił dalej. Ta chwila wydawała mi się wiecznością a w głowie huczało od natrętnych myśli.- Zauważyłem również wyłaniające się demony z podłogi. wcześniej nie było tego widać. Stała tam ściana. Ni wiem czy była prawdziwa czy to był czar. Podbiegłem do jakiś dwóch Łowców którzy walczyli niedaleko mnie i pokazałem im to. Natychmiast się rozbiegliśmy i pokazaliśmy to reszcie. Ustawiliśmy się w szyku i ruszyliśmy w jego kierunku nawet się nie zorientował a został ogłuszony. Gdy nie wywoływał kolejnych demonów poszło nam już sprawnie. Byliśmy wykończeni, cali umazani krwią. Zaprowadziliśmy czarodzieja do naszej siedziby. Unieszkodliwiliśmy go. Przez wiele dni go przesłuchiwaliśmy ale nie chciał nic powiedzieć. Nie dawaliśmy mu jeść ani pić. Torturowaliśmy go. Ale nadal nie chciał nic powiedzieć. Mroczna moc była coraz słabsza z dnia na dzień. Więc mieliśmy pewność że to wszystko przez tego czarodzieja. Nie wiedzieliśmy jednak najistotniejszych rzeczy. Mieliśmy mnóstwo pytań na które nie dostawaliśmy odpowiedzi. Po miesiącu się złamał i dostaliśmy to czego chcieliśmy. Dlatego tu jestem potrzebna mi wasza pomoc.- Zrobił kolejna przerwę tym razem nie odzywał się już dobrych parę minut. Nie wytrzymałam i zapytałam.
- Czego się dowiedzieliście?- Patrzyłam na niego wyczekująco tak jak i rodzice. Wziął głęboki wdech i powiedział
- Powiedział nam że Derek Waller żyje i chce zdobyć parę przedmiotów.- Spojrzała na nas uważnie po raz kolejny podczas dzisiejszej rozmowy. Chwyciłam nóż który leżał koło mnie na biurku i w mgnieniu oka znalazłam się przed bratem przykładając mu nóż do gardła.
- Nie rób sobie jaj nie mam nastroju do tego.- Syknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Wcześniej nie miałaś złego humoru.- Powiedział bardzo spokojnie nie zwracają uwagi na nóż przy jego gardle który mocniej przysunęłam do jego skóry. Pojawiło się niewielkie rozcięcie z którego powili zaczęła sączyć się krew. Nie zważając na to uśmiechnął się wesoło.- Dostałaś się do drużyny. Na lekcjach nic się nie działo.- Wyliczał na palcach. Przerwałam mu gestem dłoni i opuściłam nóż cały czas patrząc mu w oczy.- Przepraszam bracie za to.- Ruszyłam dłonią w której znajdował się nóż.- I za nos też przepraszam.- Odwróciłam się na pięcie, podeszłam do biurka i wbiłam w nie ostry przedmiot który trzymałam w ręce. Stałam cały czas tyłem i oddychałam głęboko żeby się uspokoić.
-Nie masz za co przepraszać siostrzyczko wiem jak działa na ciebie ta co tu się pałęta.- Uśmiechnęłam się szeroko słysząc to co powiedział odwróciłam się aby stać do niego przodem. Stał tuż za mną i gdy zobaczył że się odwróciłam przytulił mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk kładąc mu głowę na piersi. Zapach krwi która spływała mu cienką stróżka z szyi do końca mnie uspokoił. Staliśmy tak jeszcze chwile po czym przypomniało mi się coś. Nie odrywając się od brata zapytałam.- Czego szuka Derek? Oczywiście jeśli to prawda że żyje.- Dodałam aby nikt nie miał wątpliwości że szczerze wątpię w to aby była to prawda. Tata w końcu go zabił a ja to widziałam. Alex wziął głęboki wdech.
- Szuka pewnego kamienia, miecza i kielicha.- Powiedział trochę wymijająco po czym mocniej mnie przytulił. Już przy wcześniejszym uścisku czułam się jakby miażdżył mi żebra ale teraz to już zaczęła się zastanawiać czy nie chce mnie przypadkiem zabić. Ale nie zwracałam na to uwagi.
- Ten kamień którego szuka to Oko Życia tak?- Zapytałam niepewna tego czy dobrze wszystko rozumiem. Usłyszałam jak rodzice nabierają powietrza do płuc. A więc byli wstrząśnięci a bardzo trudno wprowadzić ich w taki stan. Więc sprawa jest jeszcze gorsza niż mi się wydaje. Wszyscy czekaliśmy w napięciu na jego odpowiedź.
- Tak szuka tego kamienia który ty masz. Nie możemy dojść do tego tylko o jaki miecz i kielich chodzi. I tu potrzeba mi jest wasza pomoc.- Puścił mnie i odwrócił się do rodziców przodem. Wiedziałam mojej pomocy nie chciał ani on ani Ministerstwo. Chodziło im o rodziców. Ja miała zostać tylko ostrzeżona przed napadami na mnie ze względu na Oko Życia.
-Na czym miała by polegać nasza pomoc?- Zapytała mama która odezwała się po raz pierwszy od czasu gdy zaczęła się ta rozmowa.
-Ministerstwo chce abyście pomogli w poszukiwaniach kielicha i miecza.- Odpowiedział spokojnie po czym spojrzał na mnie. Znałam ten wzrok już za czasów dzieciństwa. Oznaczał on wyjdź to rozmowa dorosłych. Wyszłam z gabinetu nie patrząc na nikogo trzaskając przy tym mocno drzwiami i skierowałam się do niewielkiej siłowni. Którą tata urządził w piwnicy. Siedziałam tam do późnego wieczora wyżywając się na ciężarkach i maszynach. Byłam strasznie wściekła musiałam pozbyć się tego co we mnie siedziało. Siłownia zawsze mi pomagała. Lecz nie dzisiaj. Skoro nie siłownia to może ćwiczenia z różnego rodzaju sztuk walki mi pomogą. Na sali z workami i matami przesiedziałam pół nocy. Koło 4 dopiero poczułam się lepiej. Poszłam więc do pokoju wzięłam szybki prysznic i położyłam się do łóżka. Długo leżałam gapiąc się w sufit myśląc o tym czego się dzisiaj dowiedziałam. W końcu jednak udało mi się zasnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz