Wstałam przed 5 i wykonałam wszystkie poranne czynności. Siedziałam z rodzicami w kuchni i czekaliśmy na przybycie naszych gości. Kuchnia była olbrzymia z dwiema lodówkami i masą szafek. Mój strój bojowy leżał na przedpokoju w pogotowiu. Były to czarne obcisłe spodnie w których znajdowały się kieszenie na różnego rodzaju broń. Do stroju zaliczała się również czarna bluzka.
-Muszę ich z wami witać?- Zapytałam po raz setny tego ranka. Miałam nadzieje że w końcu zmienią zdanie.
-Tak musisz!- Odpowiedział zdenerwowany tata. Głowę ogoloną ma na łyso od kąd pamiętam. Na twarzy miał wiele blizn po stoczonych walkach. Nigdy się nie uśmiechał, a przynajmniej ja nie pamiętam. W jego brązowych oczach widać było determinacje i coś czego nie umiem określić. Był wysportowany i to on nauczył mnie praktycznie wszystkiego o walce. Ubrany był w stare jeansy i czarny T-skirt. -Czy królowa z wróżkami musi się spóźniać?- Zapytał się mamy. Była drobną kobietą ale pozory mylą jest niezwykle silna chociaż po niej tego nie widać. Rude włosy miała zawiązane w warkocz. Jej zielone oczy na ogół były przyjazne i wesołe. Ubrana była w szare obcisłe spodnie, niebieską tunikę i czarny pasek zapięty w tali. „Zaraz moment czy ja dobrze rozumiem królowa wróżek też ma tu być. Nnniiieee!!!! Mnie tu być nie może przecież oni dobrze wiedzą że mam z nią na pieńku.” Spojrzałam najpierw na tatę wyglądał na strasznie zdenerwowanego. Jakby wygadał jakiś wielki sekret przy osobie która mu go powierzyła. Spojrzał zaniepokojony na mamę. Była wściekła i to strasznie gdyby miała przy sobie broń na pewno by jej użyła. Odsunęłam krzesło od stołu podniosłam się uderzając pięściami w stół.
-Jak to królowa!- Wrzasnęłam wściekła patrząc to na mamę to na tatę.-Czy któreś z was może mi powiedzieć co tu się dzieje!- Nie mogłam się uspokoić znowu matka pakuje mnie z rzeczy w które nie powinna się mieszać.-Czy jest w ogóle jakiś demon który zabija te zasrane wróżki?!- Nadal nikt nic nie mówił. Wzięłam parę głębszych wdechów aby się uspokoić.-Dobrze więc radźcie sobie sami z tymi gośćmi. Wy ich przywitajcie i zajmujcie się. Ja im się na oczy nie pokarze a niech któreś z nich wywinie mi jakiś numer to zabije. A teraz przepraszam idę szukać demona.-Skierowałam się w stronę wyjścia z kuchni. Zatrzymałam się w drzwiach i odwróciłam do rodziców. Ich twarze nie wyrażały emocji zresztą pewnie tak jak i moja. Tak zostaliśmy wyszkoleni podczas misji nie okazujemy emocji i robimy najlepiej to co umiemy aby misja się powiodła. Oni teraz traktowali tą sytuację w ten sposób. Wiedzieli że królowa się niedługo zjawi i lepiej jest jak tak teraz zareagowałam niż przy niej.- Jeżeli wy go wcześniej namierzycie dajcie mi znać.- Nie musiałam im tego przypominać wiedzieli od dawna tak współpracujemy, ale wolałam żeby później nie było żadnych niedociągnięć. Poszłam po swój strój, raz dwa się przebrałam, związałam włosy w koński ogon i wyszłam z domu. Jako broń wzięłam bicz to mi w zupełności wystarczy.
Szłam ulicami nawet się nie rozglądając za jakimiś znakami demona. Wskoczyłam na dość duże drzewo i obserwowałam ludzi przechodzących w jego pobliżu. Dochodziła już 7 więc wszyscy spieszyli się do pracy. Widziałam też parę par chyba to były osoby ze szkoły. „Wróżki już są. Czuje ten smród już dobre parę minut. Na pewno są już u mnie w domu. Mam nadzieję że i tego demona tu przywieje niedługo. Muszę się pozbyć tej królowej jak najszybciej z domu.” Z moich zamyśleń wyrwał mnie hałas jaki rozległ się pod drzewem. To ten czarnowłosy chłopak. Usiadł pod drzewem i zaczął coś rysować w rysowniku.” A co mi szkodzi przywitam się z nim.” Zeskoczyłam z drzewa i wylądowałam tuz koło niego. Odwrócił głowę w stronę hałasu jaki wywołałam ładując na suchej trawie.
-Skąd się tu wzięłaś?- Zapytał wyraźnie zaskoczony moim nagłym pojawieniem się. Wskazałam ręka na drzewo.
-Obserwowałam z drzewa okolice.-Odpowiedziałam uśmiechając się do niego.-Mogę usiąść?- Zapytałam pokazując wolne miejsce po jego lewej stronie. Przez chwile się zastanawiał spoglądając to na rysownik to na wolne miejsce które cały czas pokazywałam dłonią.-Nie będę ci przeszkadzać-Dodałam widząc jego reakcje.
-Jasne możesz usiąść.-Usiadłam koło niego i zerknęłam do szkicownika.
-Co rysujesz ….
-Nick
-Co rysujesz Nick?- Zapytałam wskazując rysownik
-Obiecałem siostrze że narysuję jej wróżki-Odpowiedział patrząc na rysunek. „Pięknie i znowu wróżki czy ja się dzisiaj od nich nie uwolnię?”
-Mogę?- Zapytałam niepewnie wyciągając rękę po zeszyt. Nic nie odpowiadając podał mi go.
-Nie za bardzo przypomina wróżki- Zauważyłam. „Chłopie gdyby nie skrzydła nie powiedziała bym że to wróżka. Przewróciłam kartkę na wcześniejszą stronę.- Łał- Zaczęłam przeglądać rysunki.-Z wróżkami ci nie za bardzo idzie.-Powiedziałam odwracając głowę w jego stronę.
-Sam zdążyłem już zauważyć-Odpowiedział z ironią w głosie. Wyjęłam mu ołówek z ręki i wyrwałam kartkę. Zaczęłam rysować. Gdy skończyłam po pewnym czasie na środku stała bardzo piękna kobieta ze skrzydłami i szpiczastymi uszami. Ubrana była w piękną długą suknię z trenem ciągnącym się za nią w fikuśne wzory. Wszystko oddałam w idealnym wydaniu prawdziwej królowej wróżek no poza twarzą. Postać na rysunku była łagodna w rzeczywistości była wredna i wścibska. Wokół królowej były małe wróżki które pomagały królowej w ułożeniu włosów, sukni i robiły jeszcze jakieś rzeczy sama nie wiem dokładnie co gdzieś z tyłu. Podwładni królowej normalnie są więksi ale tak to niczym innym się nie różnią. Latają wokół swojej pani i jej usługują. Ubrani są w skromne proste szaty. Spojrzałam jeszcze raz na rysunek po czym odwróciłam go tak aby Nick mógł zobaczyć moje wypociny.
-Takie powinno się spodobać twojej siostrze- Powiedziałam zadowolona ze swojego dzieła.
-Wielkie dzięki sam bym lepiej tego nie narysował. Masz talent.
-Może-Nagle zadzwonił mi telefon. Spojrzałam na wyświetlacz widniało na nim zdjęcie taty.-Przepraszam muszę odebrać.-Wstałam i oddaliłam się Nicka tak alby nie słyszał co mówię.
-Co się stało?
-Jakiś kilometr od ciebie znajduje się demon. Jest w opuszczonym domu na południowy zachód od ciebie.
-Dobra nie wiesz kto to?
-Nie nie wiem.
-Dobra już tam idę.- Rozłączyłam się nie zważając na to że tata może mieć jakieś jeszcze wskazówki. Podeszłam do Nicka który rysował już coś nowego w swoim zeszycie.-Muszę już iść tata wzywa. Zobaczymy się w szkole.-Powiedziałam i odwróciłam się na pięcie
-Nie ma sprawy. Dzięki za rysunek ratujesz mi życie. Na razie.- Odpowiedział nie odrywając się od rysunku. „Ratuje życie dobre”. Uśmiechnęłam się na sama myśl o tym po czym rzuciłam przez ramie.- Nie ma za co- I odeszłam. W kierunku wskazanym przez tatę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz