poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 8

Biegnę przez gesty las. Nie poznaję tego miejsca chyba nigdy tu nie byłam. Jestem strasznie zmęczona i spragniona chyba od dawna już tak biegnę. Jak ja się tu znalazłam? Co ja tu robię? Nie pamiętam nic. Mam mętlik w głowie i pustkę. Mijam zgrabnie kolejne drzewa, krzewy, wystające korzenie wszystko co stanie mi na drodze robię to automatycznie. Co ja tu robię? „Zastanów się dziewczyno na pewno coś pamiętasz, na pewno coś wiesz” Nie nic nie wiem, nic nie przychodzi mi do głowy, nic nie pamiętam. No prawie nic pamiętam tylko ten las i bieg i nic więcej. Nie wiem po co biegną, ani dokąd. Gonię kogoś? Uciekam? „Jessica skup się!” Ogarnia mnie przerażenie. Jest tu strasznie ciemno nic prawie nie widzę w ostatniej chwili wszystko wymijam. Irytuje mnie to że przez te gęste zarośla nie przedziera się prawie żadne światło. Zatrzymuje się nie mam po co biec skoro nic nie wiem. Ubrana jestem w swój strój bojowy. Czarna bluzka, spodnie, kamizelka kuloodporna z zaczepami na miecze na plecach. „Broń idiotko gdzie ją zgubiłaś?” Nie wiem, nie pamiętam. Ogarnia mnie coraz większa furia której nie mogę opanować do tego jeszcze przerażenie. „Od kiedy ty się czegokolwiek boisz?” Uderzam w drzewo z taką siłą że odleciała kora w tym miejscu odbijając moją pięść. Z mojej ręki strugami leci krew. Nie przeszkadza mi to w ogóle przyzwyczajona jestem do większego bólu. Muszę coś zrobić nie mogę tu tak stać. Najpierw muszę się wydostać z tego lasu potem zobaczy się co będzie się działo. Ruszam biegiem przed siebie. Z każdym krokiem coraz bardziej jestem przerażona. Nie potrafię zapanować nad tym. „Szkolono Cię jak tłumić emocje zrób to ! Zrób to! Zrób!” To nie daje żadnych rezultatów nic mi nie pomaga. Dlaczego? Nigdy tak nie miałam. To napawa mnie jeszcze większym strachem. Zaczyna robić się jaśniej. Mam nadzieję że to wyjście z lasu a nie jakaś durna polana. Biegną szybciej nie chce tu już dłużej być z tym poczuciem osamotnienie i pustki. Nigdy mi to nie przeszkadzało a teraz? Nie rozumiem w ogóle co się dzieje. Zatrzymuje się przy drzewie. „Kurwa mać!” uderzam pięścią w drzewo. „Jebana polana!” Naprzeciwko mnie znajduje się skały piętrzące się na kilkanaście metrów. Pod nią leżało luźno kilka skał na których ktoś siedzi. To jakiś mężczyzna. Nie jestem w stanie dostrzec nic więcej. Chcę się ruszyć ale coś trzyma mnie w miejscu. Spoglądam w na swoje ciało lecz nic nie widzę, czuję za to kajdany na kostkach i nadgarstkach. Szarpę się ale to nic nie daje te łańcuchy są puszczone głęboko w ziemię nie wyrwę ich. Mężczyzna siedzący na kamieniach wstał i zaczął kierować się w moją stronę. W tym samym czasie poczułam jak coś knebluje mi usta. Zaczęłam się szarpać próbują wyrwać się z tych kajdan. Po kilku bezskutecznych próbach przestałam się szarpać.  Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na mężczyznę który cały czas do mnie się zbliżał. Kiedy padło na jego twarz trochę światła rozpoznałam Dereka. Spojrzałam na niego wyzywająco a on zatrzymał się na środku polany i odwrócił się w lewą stronę. Nawet mnie nie zauważył. To dziwne. Spojrzałam w kierunku w którym się odwrócił. Na polanę wbiegły trzy postacie. Przyjrzałam się im bliżej. To moja mama, tata i brat. Mówią coś do siebie ale nic nie słyszę widzę tylko poruszające się usta. Przyglądam się z zaciekawieniem rozwojowi wydarzeń. Zaczyna się walka. Moja rodzina zwycięży. „Nigdy nie bądź pewna wygranej walki nigdy nie wiesz co może wydarzyć się podczas niej”. Słowa mojego taty momentalnie przeszły mi przez głowę. Walczyli jak równi sobie mimo że było trzech na jednego. Derek opanował sztuki walki na tym samym poziomie co łowcy. Walka jest wyrównana. Chcę dołączyć muszę im pomóc. Szarpę się z tymi popapranymi kajdanami ale nie jestem w stanie się uwolnić. Upadam na kolana bezsilna. Spoglądam na polane. Moja mama zostaje pchnięta mieczem prosto w serce. Zrywam się na równe nogi, szarpę kajdanami.
-NNNNNNNiiiiiiiieeeeeee!!!! Nie!!!!- krzyczę ile sił w płucach ale oni mnie nie słyszą. Tata z bratem nie spoglądają na mamę. Ledwo panują nad nerwami. „Nie wpadnijcie w szał, nie wpadnijcie w szał.” W głowie krąży mi tylko to zdanie. „Podczas walki nigdy nie daj wyprowadzić się z równowagi nie pozwól aby emocje wzięły nad tobą góre nie możesz zacząć bić na oślep bo wtedy na pewno przegrasz nie będzie dla Ciebie ratunku zginiesz” Znowu słowa taty pojawiły się w mojej głowie. Przestałam się szarpać. Wdech, wydech, wdech… Już się uspokoiłam. Cały czas bacznie obserwuje bitwę. Derek wskakuje mojemu bratu na ramiona i jednym zgrabnym ruchem odcina mu głowę. Jego ciało bezwładnie opada na ziemię. Głowa spada pod nogi Dereka kilka kroków od ciała Aleksa. Derek kopnął jego głowę w moją stronę. Głowa wyładowała kilka kroków przede mną. Na twarzy brata widniał spokój i opanowanie.
- NNNNNNNiiiiiiiieeeeeee!!!! -„Jessica opamiętaj się i tak nikt Cię nie słyszy!” Spoglądam na tatę który przyglądał się ciałom. Po policzkach spływa mi coś mokrego. Spoglądam w niebo. To nie deszcz więc co? Dotykam policzka po którym cały czas płynie mi coś mokrego. To łzy. Ja płaczę? Spojrzałam na tatę. Cały czas walczył z Derekiem ale już ostatkiem sił powstrzymywał się od bicia mieczem gdzie popadnie. Łzy ciekły mi coraz bardziej zasłaniając pole widzenia. Tata dostaje w brzuch. Derek wyciąga miecz i natychmiast bije w serce. Tata upada bezwładnie na ziemię.
- NNNNNNNiiiiiiiieeeeeee!!!! Tylko nie to!- Nie jestem w stanie powstrzymać łez, upadam na kolana zakrywając rękoma twarz. Jestem zrozpaczona, ale natychmiast przychodzi wściekłość na Dereka. Łzy przestają mi lecieć a ja czuję się coraz silniejsza. Zabije go nieważne kiedy ale zabije go zemszczę się. Podnoszę się i próbuje ruszyć do przodu naciągam łańcuchy do granic możliwości. Spoglądam na Dereka który odwraca się powoli w moją stronę. Łańcuchy i knebel zniknęły a ja straciłam równowagę na chwilę. Spojrzałam na Dereka który uśmiechał się do mnie szyderczo. Ruszyłam w jego stronę a on stał i się śmiał.
-Opłacało się tak za każdym razem krzyczeć? I po co te łzy? Nie wiedziałem że łowcy potrafią płakać.- Jego pogardliwy ton głosu doprowadzał mnie do szału ale nie dałam tego po sobie poznać.
Uśmiechnęłam się do niego z pogardą- No popatrz to coś nas łączy.- Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.- Też nie wiedziałam że łowcy potrafią płakać a tu patrz jaka niespodzianka.
-Proszę, proszę wygadana po tatusiu. Ale przejdźmy do rzeczy. – Spojrzałam na niego ze zdziwieniem przekrzywiając głowę w lewą stronę. – Nie udawaj że nie wiesz o co mi chodzi. Gdzie jest Oko Życia?
-Nie wiem o czym mówisz- wzruszyłam ramionami i rozejrzałam się po polu walki w poszukiwaniu broni.
-Nie udawaj głupiej wiem że ty masz Oko i tylko ty wiesz gdzie ono jest.
-No proszę jakie ciekawe informacje skąd je masz?- Podeszłam do miecza matki który leżał najbliżej mnie. Wzięłam go w ręce był niewygodny. „Miecz jest zawsze robiony pod jedną osobę i tylko jej będzie dobrze się nim walczyło, więc nie zgub nigdy swojego miecza” Uśmiechnęłam się pod nosem kolejna lekcja taty. Odwróciłam się do Dereka.
-Nawet mnie nie denerwuj mała smarkulo. Nawet nie wiesz ile się namęczyłem aby zdobyć te wiadomości i na pewno są prawdziwe. Więc gadaj gdzie on jest!- Ruszył na mnie z mieczem. Zablokowała jego atak a nasze twarze znajdowały się blisko siebie.
-Nigdy się nie dowiesz- Wysyczałam mu prosto w twarz i odepchnęłam jego miecz. Zrobiło mi się ciemno przed oczami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz