poniedziałek, 4 lutego 2013

Rozdział 6

 Rano obudziłam się z paskudnym nastrojem. Za drzwiami słyszałam te latające paskudy. Wstałam szybko i skierowałam swe kroki do łazienki. Zimny prysznic przyniósł mi ukojenie jakiego potrzebowałam. Ubrałam sie w czarne rurki do tego czarna koszulka na ramiączkach z czaszką wyglądała jakbym wyjęła ją bratu z szafy zdecydowanie była na mnie za duża, ale wcale się tym nie przejmowałam uwielbiałam ją po prostu. Na to miałam założona krótką kurtkę skórzana na suwak a na kołnierzu były poprzyczepiane ćwieki. Do tego buty na wysokim obcasie złoty łańcuszek składający się z 5 podwójnych elementów dzięki czemu zasłaniał cała moja szyje i to tego jeszcze po dużym pierścionku na każda rękę. Swoje kasztanowe włosy zostawiłam rozpuszczone a grzywka zasłaniała całe moje czoło. Spojrzałam w lustro znajdujące się w łazience i uśmiechnęłam się do siebie. „Będzie dobrze.” Pokręciłam ze zrezygnowaniem głową. „Kogo ja próbuje oszukać póki są tu te paskudy ze swoją panią i kiedy usłyszałam że Derek Waller żyje nic nie będzie dobrze”.
  Wyszłam z pokoju w całym domu było już gwarno dzięki tym paskudom. Z pokoju naprzeciwko wyszedł mój brat. Zlustrował mnie od góry do dołu i zagwizdał. Ja również zlustrowałam go. Był ubrany w strój bojowy taki jak mój. T-shirt idealnie podkreślał jego wyrzeźbione ciało wiele dziewczyn na to leciały na mnie nie robiło to żadnego wrażenia. Spojrzałam na niego z irytacja i odwróciłam się w stronę schodów. Złapał mnie za ramie.
-Musimy pogadać- Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Zaczęłam się śmiać wiedziałam czemu chce ze mną rozmawiać.
-Nie musisz się obawiać braciszku o mnie potrafię o siebie zadbać. Nie będę zadawać wam żadnych pytań na temat który rozmawiałeś wczoraj z rodzicami. Nie chcecie abym o wszystkim wiedziała bo sądzicie że to mnie uchroni. Więc niech wam będzie. TO u mnie jest bezpieczne zostało powierzone mnie i przypilnuje tego. Zgadza się nie powiem Ci gdzie się TO znajduje wiem tylko ja i tak pozostanie. Jeżeli to wszystko to pozwolisz ale już pójdę.- Wyrwałam mu swoje ramie z uścisku i wyszłam z domu zabierając ze sobą torbę do szkoły.
Byłam wściekła do tego nie pasowało mi tu coś na temat tego demona ścigającego wróżki. Wiedziałam że one nie wyniosą się ode mnie dopóki nie poczują się bezpieczne ale z drugiej strony jeżeli poczują się tu zbyt dobrze nigdy nie odejdą. Musiałam szybko znaleźć tego demona. Spojrzałam na zegarek miałam jeszcze dwie godziny zanim zaczną się moje lekcje. Wzięłam głęboki oddech i skierowałam się do garażu. Wzięła kluczyki do swojego auta. Torbę rzuciłam na przednie siedzenia pasażera i pojechałam do opuszczonej fabryki w której byłam wczoraj.
Gdy dojechałam na miejsce wyjęłam z bagażnika bicz, kaburę udowa którą zamocowałam do uda oraz broń palna. Spojrzałam do bagażnika jeszcze raz patrząc czy coś mi się przypadkiem jeszcze nie przyda. Zamknęłam skrytkę jak i cały bagażnik po czym ruszyłam w stronę opuszczonej fabryki. Kiedy do niej weszłam poczułam słodziutki zapach kwiatów. „Fuu ale śmierdzi.” Wciągnęłam woń głębiej w płuca. „Tak jestem pewna były tu wróżki ale po co?” Sprawdzałam po kolei wszystkie pomieszczenia jednak nic nie znalazłam dopóki nie weszłam na dach fabryki. Był tam skrawek ubrania jakiejś wróżki. Nie miałam wątpliwości że to którejś z nich tylko one chodzą w takich pastelowych kolorach i tylko ich ubrania tak śmierdzą. Schowałam to do kieszeni będę musiała sobie z nimi poważnie porozmawiać kiedy wrócę do domu co wcale mi się nie podobało. Spojrzałam na zegarek za 7.30. Westchnęłam głośno za pół godziny lekcje. Skierowałam się w stronę wyjścia z dachu kiedy zauważyłam coś za drzwiami które zostawiłam otwarte. Podeszłam i podniosłam to. Okazało się że to była połowa kartki wyrwana z jakiejś księgi. ‘’Kielich wiecznego życia. Wypijając napój odpowiednio przyrządzony z tego kielicha otrzymasz życie wieczne. Jednak aby nic nie mogło Cię zabić potrzebujesz jeszcze Oka Życia oraz Miecza umarłych. Do napoju jest co potrzebne…. ‘’
  -Cholera jasna!- Walnęłam ręka w ścianę obok.- Derek tu był albo chociaż jeden z jego sługusów. – Wzięłam głęboki wdech- Alex nienawidzę kiedy masz racje.- Wzięłam telefon do ręki i wybrałam numer brata kierując się do samochodu. Odebrał po drugim sygnale.
-Tak?
-Mam coś co Cie powinno zaciekawić spotkajmy się za 20 min pod szkoła.-Rozłączyłam się nawet nie czekając na odpowiedz. Podeszłam do bagażnika i schowałam broń do skrytki po czym pojechałam pod szkole.
Alex czekał już na mnie na parkingu zaparkowałam swojej auto tuż koło jego. Wysiadłam z auta i je zamknęłam. Spojrzałam po uczniach którzy stali w pobliżu. Chłopaki zagwizdali przeciągle a dziewczyny patrzyły się na mnie wytrzeszczając oczy. Nie zwracają na nich uwagi podeszłam do brata i podałam mu część kartki którą znalazłam. Wziął ją do ręki bez słowa i zaczął czytać. W miarę czytania jego oczy stawały się coraz to większe. Kiedy skończył był zszokowany i zdenerwowany.
-Miałeś racje co do Dereka powinnam była Ci uwierzyć- Kiwnął do mnie tylko głową na znak że mnie rozumie. -Gdzie to znalazłaś? – Zapytał spoglądając znowu na kartkę po czym schował ją do kieszeni w spodniach. Kidy na mnie spojrzał kiwnęłam mu głową na jego samochód. Zrozumiał o co mi chodzi i wsiadł na siedzenie kierowcy. Obeszłam samochód i wsiadłam na siedzeniu pasażera.
- Znalazłam to na dachu opuszczonej fabryki gdzie wczoraj zabiłam Dorkaniona. Pojechałam tam się rozejrzeć bo coś mi nie pasowało. No wiesz to niemożliwe żeby ten oślizgły stwór polował na wróżki i je zabijał. Znalazłam tam też to.- Wyjęłam skrawek z materiału który znalazłam również na dachu. Brat wziął go do ręki i dokładnie obejrzał, po czym przyłożył do nosa aby powąchać. Odsunął rękę z wyraźnym obrzydzeniem na twarzy też nienawidził tego smrodu.
-Bez dwóch zdań to jednej z wróżki.-Spojrzałam się na niego jak na debila ale nic nie powiedziałam- Tylko co to tam robiło?
-Podejrzewam że któraś z wróżek spotkała się tam z jednym z sługusów Dereka. Tylko nie bardzo wiem po co? Ale sama się tego dowiem.- Powiedziałam wyrywając mu materiał z ręki. – Ty już wiesz czego szukać więc życzę powodzenia.- Wysiadłam z samochodu i skierowałam się w stronę szkoły.
- Jessica!- odwróciłam się i zobaczyłam brata idącego w moją stronę- Nie gniewaj się na mnie. Rozumiesz rozkazy Ministerstwa na razie nie mogę Ci nic więcej powiedzieć. Tyle ile wiesz musi Ci niestety wystarczyć. Nie jestem z tego zadowolony. Musisz wiedzieć że zawsze jestem po twojej stronie.- Uśmiechnął się do mnie szczerze. Wiedziałam że mówi prawdę. Uśmiechnęłam się do niego smutno.
-Wiem bracie ale to jest nie fair. Najpierw dają mi do ochrony …- Zawiesiłam głos i rozejrzałam po parkingu wiele osób nas obserwowało-… no zresztą wiesz co a potem zabraniają Ci poinformować mnie szczegółach co jest raczej ważne ze względu na …- znowu się zatrzymałam w połowie zdania tym razem nie zamierzałam kończyć nie musiałam Alex dobrze wiedział o co mi chodzi. Uśmiechnął się do mnie pocieszająco po czym przyciągnął mnie do siebie i przytulił mocno.
-Dasz rade wierze w Ciebie.-Szepnął mi do ucha po czym złapał mnie za ramiona i odsunął od siebie tak aby spojrzeć mi w oczy. Po czym pocałował mnie w czoło, puścił mnie i odszedł unosząc rękę do góry i delikatnie nią machając. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w stronę szkoły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz