środa, 31 lipca 2013

Rodział 13

Oczami Jessici

      Zajeżdżając pod dom dostrzegłam obce auto na podjeździe. "Ciekawe kto przyjechał?"Wjechałam autem do garażu,wyłączyłam silnik i wyszłam z niego zostawiając kluczyki w stacyjce. Wyszłam z garażu trzymając w ręce pilota do jego drzwi, odwróciłam się na chwilę w ich strone klikając jeden z wielu przycisków aby je zamknąć po czym skierowałam się w strone drzwi wejściowych. Weszłam cicho do domu tak jak zawsze. Otworzyłam usta żeby krzyknąć że już jestem kiedy usłyszałam jakąś rozmowę z salonu. Skierowałam w tą strone swoje kroki.
      -... to spokojny.- To był głos ojca. "O czym oni do licha mówi?" Podeszłam bliżej żeby móc usłyszeć coś więcej i zobaczyłam Alexa siedzącego tyłem do wejścia który opiera łokcie na swoich kolanach, kładąc głowę na dłoniach odwracając głowę w prawo."Patrzysz na tatę Alex?"- Chce abyś pomógł mi przekonać Jessicę aby w tym uczestniczyła.- To znowu odezwał się tata. "O co im chodzi?Jak tam mądra nie wejdziesz to się nie przekonasz." Wzięłam głęboki wdech i zabrałam głos stając w przejściu.
      -Uczestniczyła w czym?- Zapytałam rozglądając się po salonie. Po prawej gdzie patrzył przed chwilą Alex siedziało dość młode małżeństwo i Chad, przeniosłam swój wzrok na lewo i zobaczyłam tam rodziców. "Chwila widziałam Chada?" Odwróciłam gwałtownie głowę spoglądając na chłopaka. -Chad? -Zapytałam zszokowana.
      -Hej Jessica.- Uśmiechnął się do mnie nie winie.
      Westchnęłam głośno i siadłam na kanapie obok Alexa.- A więc o co chodzi?- Zapytałam się ojca spoglądając na niego, otworzył usta aby coś powiedzieć ale uniosłam rękę zatrzymując go przed tym.- Najpierw ja mam wam coś do powiedzenia.- Przyjrzałam się rodzicom aby mieć pewność że przykułam ich całą uwagę.- Przyjadą tu za niecałą godzinę cztery dziewczyny ode mnie ze szkoły z drużyny, chcą się nauczyć kilku nowych akrobacji które potrafię. - Oczywiście twarze moich rodziców były niewzruszone. -Zostają tutaj na noc.- Mama wyglądała jakby chciała coś powiedzieć ale się powstrzymała.- A teraz chcę wiedzieć o co chodzi póki jest trochę czasu.- Spojrzałam na wszystkich zgromadzonych w salonie czekając aż któreś z nich się odezwie.
      Z kanapy po mojej prawej stronie podniósł się mężczyzna wyciągając rękę w moją stronę- Nazywam się Arthur McCartney przywódca tutejszej watahy...-Wstałam i podałam mu rękę-... a to moja żona Chelsea i mój syn Chad - Przedstawiając mi swoją rodzinę pokazywał na nich ręką, a ja podałam swoją dłoń jego żonie. - Ale mojego syna już chyba znasz.- Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i zajął swoje miejsce koło żony, obejmując ją ramieniem w pasie. - Przyszliśmy tutaj aby prosić twojego ojca o pomoc. Nasz syn przy najbliższej pełni przejdzie swoją pierwszą przemianę chcielibyśmy abyście nam przy tym towarzyszyli.
      -Ojciec chce abyśmy to my dwoje przy tym byli.- Niespodziewanie odezwał się Alex
      -A więc dobrze, ja się zgadzam a ty bracie?
      -Ja?- Chyba jest nieco zaskoczony moją  odpowiedzią. -Tak oczywiście będę przy tym. Gdzie będzie się to odbywać? -Zapytał spoglądając na Arthura
      -Na polanie w lesie, jest wystarczająco daleko od miasteczka i na pewno nie będzie żadnych niespodziewanych gości.
      -Dobrze, a więc spotkajmy się za...-Zastanowiłam się chwilę licząc ile dni zostało do pełni.-...za  4 dni w południe u nas w domu, razem pojedziemy na tą polane. Dobrze? -Spojrzałam na ojca Chada. Pokiwał głową na znak zgody, po czym się podniósł, a wszyscy zebrani razem z nim. Uścisnąwszy sobie dłonie na znak zawartej umowy. Moi rodzice wraz z rodzicami Chada skierowali się do drzwi wyjściowych. Chad ruszył za swoimi rodzicami,kiedy mnie mijał złapałam go za ramię, spojrzał na mnie zdziwiony.- Musimy pogadać jutro po szkole. - Nie odpowiedział nic tylko pokiwał głową na znak zgody i ruszył w stronę drzwi gdzie czekali jego rodzice. Mój ojciec jeszcze raz uścisnął dłoń pana Arthura oraz Chada a panią Chelsea pocałował w dłoń po czym opuścili nasze mieszkanie. Oparłam się o framugę drzwi prowadzących do salonu skąd miałam doskonały widok na wszystkich znajdujących się w przedpokoju. - Czy dowiem się tato czemu Alex miał Ci pomóc przekonać mnie do uczestnictwa w tym?
      -Nie uczestniczyłaś nigdy w takiej sprawie i wiesz jakie jest ryzyko. Nie sądziłem że będziesz chciała się zgodzić po...Wiesz o co chodzi.- "Czemu nie dokończył zdania? Przecież wie że pogodziłam się z jej śmiercią."
     -Wiem ojcze o co chodzi i uwierz mi możesz spokojnie mówić o jej śmierci. Doskonale wiesz że pogodziłam się z nią. Jestem Łowcą i moim zadaniem jest obrona świata magicznego za tym idzie pomoc każdemu kto o nią poprosi.- Odepchnęłam się od futryny i ruszyłam w stronę schodów. O barierkę opierał się Alex kiedy koło niego przechodziłam złapał mnie za ramię.
      -Wiesz że nie musisz tego robić. Dam radę sobie sam.
      -Alex dziękuje za troskę ale jest ona zbędna. Wilkołaki poprosiły nas o ochronę w czasie kiedy oni będą zajęci. Wiem że dałbyś sobie radę ale ja muszę być też przy tym. Nie będzie Cię zawsze przy mnie i muszę nauczyć się sama sobie radzić z wieloma rzeczami.- Położyłam swoją dłoń na jego,delikatnie zdejmując ją ze swojego ramienia po czym weszłam na górę. Odwróciłam się jeszcze na szczycie do niego, uśmiechając się delikatnie.- Cieszę się że to ty będziesz przy mnie.- Weszłam do pokoju zostawiając otwarte drzwi.
                                                                  ***
       Usłyszawszy dzwonek do drzwi zeszłam na dół. Alex otworzył drzwi dziewczyną które miały na swoich ramionach duże torby treningowe i torby szkolne. Podeszłam do Niego i uśmiechnęłam się do dziewczyn ciepło,gestem ręki zapraszając je do domu. Dziewczyny zaczęły rozglądać się po moim domu. Ich twarze były pełne zachwytu. Mama wyszła z kuchni z wielkim uśmiechem na twarzy a Alex minął nas bez słowa i poszedł na górę skąd dobiegł mnie głos zatrzaskiwanych drzwi. Dziewczyny odwróciły głowy w stronę hałasu ze zdziwionymi minami.
     - Dziewczyny to był właśnie mój brat Alex, ale jak widać zapomniał co to kultura osobista.- Machnęłam ręką w stronę schodów po czym pokazałam na swoich rodziców stojących naprzeciwko nas.- A to moja mama i tata. Mamo,tato poznajcie Megan, Emili, Edith i Nicol.- Pokazałam ręką każdą dziewczynę z osobna.
      Dziewczyny ładni się uśmiechnęły i przywitały ciepło z moimi rodzicami.
      - Wiem dziewczęta że macie dzisiaj ćwiczyć, ale musicie najpierw coś zjeść.
      - Mamo,ale...
      - Nie ma żadnego ale. Idźcie zostawić torby i zapraszam na kolacje.- Odwróciła się na pięcie i poszła z tatą do kuchni. Westchnęłam ze zrezygnowaniem z moją mamą się nie wygra.
      - Chodźmy na górę zostawicie torby u mnie w pokoju. Przepraszam za mamę z nią się nie wygra.- Dziewczyny zaśmiały się na mój komentarz i poszły za mną na górę do pokoju. Cały czas rozglądały się po moim domu i wcale im się nie dziwie jest olbrzymi.
     - Wow masz niesamowity dom.
     - Dziękuje Nicol moja mama go zaprojektowała.- Rozejrzałam się po domu i uśmiechnęłam sama do siebie.
     - Czym zajmują się twoi rodzice?- Emili zadała to pytanie sekunde po tym jak zamknęłam drzwi pokoju.
      - Mój tata ma dużą firmę budowlaną a mama jest w sumie panią domu. W poprzednim mieście miała małą firmę i projektowała wnętrza, przygotowywała różne uroczystości zdarzało jej się nawet czasem jakiś strój zaprojektować.- Nie ma to jak dobrze wymyślone kłamstwo opracowane z rodziną. Ministerstwo oczywiście musiało sporządzić wszystkie papiery potrzebne w życiu śmiertelników, ciężko było ich przekonać ale się udało. Tata faktycznie zajmuje się budowlanką ale tylko i wyłącznie dla nieśmiertelnych, mama także pomaga tylko im.
     -Wow nieźle.- Dziewczyny były w szoku. Uśmiechnęłam się ciepło do nich i zaprowadziłam na kolacje.
     Po pysznej kolacji przygotowanej przez mamę którą o dziwo zjedliśmy wszyscy razem, przebrałyśmy się z dziewczynami i udałyśmy na dół do piwnicy na maty, Dałam dziewczyną trochę czasu na rozejrzenie się. Po prawej stronie drzwi znajdowała się siłownia którą na co dzień od mat odgradzały stojaki z bronią każdego rodzaju,teraz stojaki były schowane pod podłogą, więc między matami a siłownią był skrawek wolnej powierzchni. Siłownia zajmowała mniejszą część piwnicy niż maty. Na suficie który znajdował się na wysokości około 4m były zaczepione szyny z których zwisały uprzęże. Tata zawiesił dodatkowe aby były dla każdej z nas. Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie po stronie siłowni była godzina 18 najwyższa pora zacząć ćwiczenia.
     - Dobra dziewczyny pora zaczynać. Wiem że jesteście gibkie i rozciągnięte, ale to za mało musicie być również bardzo silne. Dlatego nie weźmiemy się od razu za akrobacje najpierw was trochę wzmocnimy.
      - Po co mamy się wzmocnić?- Edith wydawała się bardzo zaskoczona, ale ani trochę nie zniechęcona.
      - Wiem że chłopaki wyrzucają was do salt i tak dalej, ale mają ograniczony zasięg wyrzutu dlatego wy musicie im w tym pomagać aby wybić się wyżej i dzięki temu mieć więcej miejsca na akrobacje.
       - Dobra to do dzieła.- Edith była pełna entuzjazmu tak jak reszta dziewczyn, chociaż nie zdawają sobie sprawy z tego jak wiele pracy je czeka.
       Zaczęłyśmy od godzinnego biegu. Na całe szczęście piwnica jest na tyle długa że nie wyglądałyśmy jak pies uganiający się za swoi  ogonem. Potem było porządne rozciąganie i siłownia. Dziewczyny w połowie ćwiczeń na siłowni już ledwo się poruszały ale nie przestawały ćwiczyć. O 22:30 zakończyłam ćwiczenia. Dziewczyny padły na maty ze zmęczenia.
      - Dziewczyny zmartwię was ale nie możecie tak leżeć, zrobimy dwa kółka jeszcze porozciągamy się delikatnie i czeka na was gorący prysznic.- Podniosły się ze zrezygnowaniem ale zrobiły wszystko.
      - Więc teraz ciepły prysznic?- Zapytała Nicol z nadzieją w głosie.
      - Tak teraz ciepły prysznic. Pokaże wam tu jeszcze na dole jedną łazienkę więc szybciej nam pójdzie.- Uśmiechnęłam się ciepło do dziewczyn co odwzajemniły poza Emili. Weszłyśmy na górę i koło drzwi do piwnic znajdowała się łazienka. Zatrzymała się przy nich.- Tutaj jest, śmiało możecie z niej korzystać. Emili choć ze mną do kuchni pomożesz mi się zabrać dobrze?- Pokiwała tylko głową na znak zgody. Reszta dziewczyn poszła do mnie do pokoju, a ja z Emili udałyśmy się do kuchni.
      - Co się dzieje?- Od razu przeszłam do sedna sprawy, przecież nie ma co owijać w bawełnę.
      - Nic się nie dzieje,wszystko jest w porządku. No może bo za tym zmęczeniem.- Uśmiechnęła się sztucznie, ewidentnie próbując coś przede mną ukryć.
      - Jesteś pewna? Nie odzywałaś się przez cały czas od kiedy do mnie przyszłaś.
      - Tak jestem pewna. Co pomóc Ci zabrać?
      - Weź soki z tej lodówki.- Pokazałam na lodówkę znajdującą się najbliżej szafek.- I szklanki jakbyś dała radę się zabrać, są tutaj.- Wskazałam na trzecią szafkę wiszącą na ścianie od lodówki. Ja chwyciłam owoce, talerze oraz sztućce. Zaniosłyśmy wszystko do mnie gdzie czekała na nas Edith. Po tym jak wszystkie się wykąpałyśmy zabrałyśmy się za zjedzenie owoców. Rozmawiałyśmy przy tym i śmiałyśmy się. Kiedy byłyśmy już wyczerpane położyłyśmy się spać wszystkie na podłodze.


________________________________________
Bardzo przepraszam wszystkich że musieliście czekać tak długo na ten rozdział, mam nadzieje że mi wybaczycie. Miałam kilka problemów, potem zakończenie szkoły a potem brak weny i niestety dlatego musieliście tak długo czekać na ten rozdział. Nie wiem kiedy pojawi się następny... mam mały problem z tym opowiadaniem ale napewno doprowadzę je do końca.
    

1 komentarz:

  1. Fajne ;-) ♥
    + Zapraszam na prolog Właściciela Łzy ! ---> http://wl-wiezy-krwi.blogspot.com/2013/07/prolog.html

    OdpowiedzUsuń