piątek, 20 września 2013

Rozdział 14

      Ze snu wyrwał mnie trzask zamykanych drzwi na dole. Rozejrzałam się po pokoju dziewczyny nadal spały. Po cichu wyszłam z pokoju aby ich nie obudzić i zeszłam na dół. Na dole nikogo nie było więc weszłam do gabinetu taty. Dostali wezwanie i wyruszyli na akcje. Spojrzałam na tablice kilka słabych demonów w jednym miejscu więc czemu poszli wszyscy? Spojrzałam na zegarek 3 nad ranem. Coś jest nie tak. Usiadłam wygodnie na fotelu taty i nawiązałam połączenie z Alexem.  
     -Gdzie jesteście?- W odpowiedzi usłyszałam jego śmiech.
     -Powinnaś spać siostrzyczko,idziesz za parę godzin do szkoły. Zajmiemy się wszystkim nie musisz się o nic martwić.
    -Alex powiedz co się dzieje to nie jest normalne że wszyscy polecieliście do kilku marnych demonów,wystarczyła by jedna osoba a nie trzy.
    -Dramatyzujesz siostra.- Próbował zerwać ze mną połączenie ale jestem lepsza i znalazłam interesujące mnie informacje w Jego myślach.
    -Alex!-wściekłam się na niego i na rodziców i to bardzo.Wiem że nie mogę z nimi iść ale żeby mi nie powiedzieć co się dzieje.- Jak mogliście mi nie powiedzieć co jest grane?!
    -Jess uspokój się proszę. Nie chcieliśmy Cię budzić to nic wielkiego damy sobie radę.- Mówił uspokajającym głosem przekazując mi dodatkowo pozytywną energię jaką zawsze w sobie posiada.
    -Sądzę jednak że powinniście byli poinformować mnie o tym że jakieś zadufane w sobie wampiry polują tutaj na ludzi nie uważasz? Ale zamiast mi powiedzieć co się dzieje zmieniliście odczyty na tablicy. Sądziłeś że dam się oszukać?
    -Jess ta wiedza jest Ci teraz zbędna zajmij się swoimi spawami które są ważniejsze,proszę Cię.- Zawahał się chwilę jakby nie będą pewnym swoich dalszych słów. -Mam robotę,pilnuj dziewczyn.
    Rozłączyłam się dwa razy nie było trzeba mi powtarzać. Udałam się do swojego pokoju. Dziewczyny nadal spały nieświadome niczego. Teraz dopiero zrozumiałam jaki błąd popełniłam przyłączając się do drużyny i zapraszając je tutaj do siebie do domu. Sprowadziłam wiele nieszczęścia i niebezpieczeństwa na nie. 
    -Ochronię was przed niebezpieczeństwami obu światów. - Odetchnęłam głęboko i przyjrzałam się każdej z dziewczyn zapamiętując każdy rys ich twarzy. Obietnica została wypowiedziana a więc dotrzymam jej nawet ceną swojego życia. Położyłam się na swoim miejscu i usnęłam.


                                                                                 ***

    Tym razem obudził mnie przyjemny zapach tostów i boczku przygotowywanych przez mamę na śniadanie. Spojrzałam na zegarek była 8, pora obudzić dziewczyny.
    -Dziewczyny wstawajcie,moja mama szykuje już dla nas śniadanie.- Jak na zawołanie wszystkie się obudziły.
    -Dzień dobry- Jak zwykle entuzjastycznie nastawiona do życia Megan przywitała nas radosnym uśmiechem.
    -Chodźmy na śniadanie.-Wstałam ze swojego posłania i skierowałam się w stronę drzwi.
    -Jaja sobie robisz że mamy zejść w pidżamach.- Megan była wręcz przerażona tym pomysłem
    -Nie nie robię sobie. -Przyjrzałam się jej uważnie przechylając głowę delikatnie w lewo. -Czemu to tak bardzo Cię przeraża?
    -Nie przeraża tylko jestem zaskoczona, jesteśmy u Ciebie pierwszy raz i już mamy paradować w pidżamach po całym domu. - Razem z dziewczynami wybuchłyśmy niekontrolowanym śmiechem
    -Meg mówisz o tym jakbyś miała wracać nago do domu. Spokojnie masz przejść tylko z mojego pokoju do kuchni na śniadanie i z powrotem ale jeśli nie chcesz możesz się ubrać i dołączyć do nas na dole.- Uśmiechnęłam się do niej ciepło i wyszłam z pokoju. "Nie jestem za dobra w kontaktach między ludzkich i mam nadzieje że dziewczyny nigdy tego nie zauważą." W tym samym czasie z pokoju wyszedł Alex w samych spodniach dresowych w których sypiał. Uśmiechnął się do mnie i zrobił obrót wokół własnej osi pokazując mi że nic mu się nie stało.
    -Pff schował byś te cyce bo mam gości i nie każdy lubi patrzeć na twoje gołe cielsko Alex. -Na te słowa wybuchnął śmiechem prezentując swoje bicepsy.
    -Oj Jess przyznaj po prosty że nigdy nie widziałaś takiego przystojnego ciałka jak i twoje koleżanki.- Wskazał na dziewczyny brodą które stały w drzwiach od mojego pokoju i pożerały go wzrokiem.
   -Przystojne ciałko to takie które nie ma większych cyców ode mnie. -Poklepałam go w pierś i zeszłam na dół.
   -Zazdrościsz mi po prostu że mam tak dobrze rozbudowaną klatę siostrzyczko. -Pokazał mi język mijając mnie kiedy biegł do kuchni.
    -Jasne jeszcze czego. Gdybym miała takie cycki nigdzie stanika bym nie znalazła.
    -Ta w sumie masz racje.
    -Mamo, mamo! Słyszałaś przyznał się w końcu że ma większe piersi od moich.- Pokazałam na niego palcem siadając do stołu. Za mną przyszły dziewczyny śmiejąc się pod nosem i zajęły wolne miejsca przy stole.
    -Dzieci przestańcie. -Mama starała zachować się poważnie ale gdy tylko odwróciła się do kuchenki zaczęła się śmiać.
    Podczas śniadania wszyscy czuliśmy się bardzo dobrze,rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Niepokoiło mnie jednak to że Emilii tak żadko się odzywała.
    Po śniadaniu wróciłyśmy do mojego pokoju i zaczęłyśmy szykować się do szkoły. Wszystkie wykonałyśmy poranną toaletę i się ubrałyśmy. Spojrzałam na każdą z dziewczyn. Megan wyglądała dość różowo, Edith ubrana  była dość luźno a Emili założyła coś wygodnego. Podeszłam do lustra w łazience i skończyłam wiązać włosy. Spojrzałam na swoje odbicie i nie wyglądałam najgorzej.


                                                                                  ***

    Po treningu jechałam do centrum miasta aby spotkać się z Chadem w kawiarni "Północ". To zapewne klub wilkołaków mimo to schowałam pistolet pod bluzkę która zasłaniała go bardzo dobrze. Nie miałam możliwości schowania większej ilości broni a więc to będzie mi musiało wystarczyć w razie problemów.
    Zaparkowałam auto przed wejściem i uważnie rozejrzałam się po okolicy. Nic podejrzanego środek miasta wypełniony ludźmi którzy się spieszyli ze swoimi sprawami. Wysiadłam z auta i skierowałam się w stronę zejścia do kawiarni. Mieściła się pod budynkiem mieszkalnym, w środku było przytulnie i przestronnie. Zauważyłam Chada siedzącego przy barze i rozmawiającego z barmanem.
    -Cześć Chad. -Przywitałam się z nim siadając na krześle obok. - Poproszę burbona.- Zwróciłam się do barmana słodko się uśmiechając. Był wilkołakiem i to starym.
    -Masz broń. -Warknął w moją stronę. -Nie obsługujemy tutaj takich ludzi.
    Spojrzałam na niego poirytowana jak śmiał nazwać mnie człowiekiem. -Proszę, proszę taki stary wilkołak a nie potrafi odróżnić Łowcy od człowieka. -Pokręciłam głową zdegustowana. -Nieładnie, nieładnie jaki dajesz przykład młodszym pokoleniom co?- Mówiąc to poklepałam Chada po ramieniu. -Dobrze wiesz że nigdy nigdzie nie ruszamy się bez broni, więc proszę bądź tak dobry i podaj mi mojego burbona,nie chcę narobić Ci problemów.- Uśmiechnęłam się ironicznie do niego przez chwile mierząc się groźnym spojrzeniem lecz wilkołak po chwili się poddał i odwrócił się do ściany z alkoholami za jego plecami. Uśmiechnęłam się zadowolona ze swojego małego zwycięstwa i spojrzałam na Chada który wyglądał na zszokowanego. -O co chodzi?- Zapytałam zaciekawiona.
     -Nosisz broń w szkole?- Zapytał z niedowierzaniem na co odpowiedziałam mu kiwając twierdząco głową. -A jeśli ktoś Cię złapie?
     Zaśmiałam się krótko z jego niedorzecznego podejrzenia i chwyciłam szklankę z burbonem podstawioną przez barmana kiwając głową mu w ramach podziękowań. -Chad nie bądź śmieszny dobrze wiesz że ludzie zauważają tylko to co chcą. Czyż nie jest tak? -Nie odezwał się ale pokiwał głową przyznając mi racje. -Poza tym jestem dobra w tym co robię i potrafię ukryć broń.- Napiłam się łyk pysznego trunku. "O tak tego właśnie potrzebuje" -Usiądźmy gdzieś w zacisznym miejscu mam kilka pytań. -Wstałam ze stołka i rozejrzałam się po lokalu znajdując wolne miejsce z tyłu w kącie i wskazałam je głową chłopakowi który ruszył natychmiast w tamtą stronę.
    -A więc co chcesz wiedzieć? -Uśmiechnęłam się do niego, chłopak nie owija w bawełnę i od razu przechodzi do konkretów to mi się podoba.
    -Ile wilkołaków jest w szkole?
    Zastanowił się chwilę licząc dokładną liczbę- 37. Jest 21 chłopaków i 16 dziewczyn.
    -Ilu z nich jest w wieku przemiany?
    -Beze mnie jest jeszcze 7 osób. -Spojrzałam na niego wyczekująco chcąc znać dokładniejsze dane. Od razu zrozumiał o co mi chodzi. -Na przemianę czeka 4 chłopaków i 3 dzieczyny.
    -Chcę uczestniczyć w każdej z przemian, da się to załatwić?
    -Sądze że ojciec byłby bardzo zadowolony z twojej propozycji, napewno mu ją przekaże.
    -Dziękuje. -Uśmiechnęłam się ciepło, wydawał się być spięty. -Chciałabym poznać wszystkich twoich ze szkoły.
    -Niedługo organizuje imprezę z okazji urodzin, wszyscy tam będą.
    -Dzięki, nie będzie Ci przeszkadzało to jeśli przyjdę z bratem?
    -Nie, nie będzie żadnego problemu. Mogę zadać Ci pytanie?
    -Jasne, ale nie gwarantuje odpowiedzi.- Wzięłam kolejny łyk mojego napoju nie spuszczając Chada z oczu.
    -Nie słyszałem o tak młodym Łowcy jak ty. Jest was niewielu prawda? -To nie był temat na który chciałam rozmawiać, ale jestem mu winna odpowiedzi na to jedno pytanie.
    -Jest zaledwie garstka takich osób. Opowiedz mi coś o miejscu przemiany. -Mój ton głosu wyraźnie dawał do zrozumienia że zakończyłam nasz poprzedni temat. Chad przez chwilę wyglądał jakby chciał jeszcze o coś zapytać ale w ostatniej chwili zrezygnował.
    Opowiedział mi wszystko na temat miejsca w którym ma dojść do przemiany i odpowiedział na kilka dodatkowych pytań które powstały w czasie naszej rozmowy. Kiedy skończył mi się alkohol poszłam po kolejną porcje, wracają dokładnie przyjrzałam się Chadowi. Wyglądał na zmartwionego i zaniepokojonego, wcześniej wydawało mi się że chodzi o przemianę ale to chyba nie tylko to. Usiadłam na swoje wcześniejsze miejsce i upiłam spory łyk trunku a chłopak nawet nie zauważył mnie. W końcu nie wytrzymałam. -Chad co się dzieje?
    Potrząsnął głową jakby chciał pozbyć się natrętnych myśli i spojrzał na mnie zszokowany. -Wszystko w porządku. -Odpowiedział po chwili zawachania.
    -Jesteś pewien? -Kiwnął głową na znak zgody, jednak jego wzrok był całkiem nieobecny. -Słuchaj jestem Łowcą i jestem po to aby pomagać wszystkim z naszego świata we wszystkich sprawach, więc jeśli coś Cię trapi śmiało możesz mi powiedzieć. Wszystkie sekrety są u mnie bezpieczne. Jak się namyślisz znasz mój numer po prostu dzwoń. -Uśmiechnęłam się do niego ciepło po raz kolejny dzisiejszego dnia, wypiłam resztkę alkoholu i zostawiłam pieniądze na stoliku koło szklanki. Chad patrzył na mnie nieco zmieszany a ja podniosłam się z kanapy, spoglądając na niego ostatni raz. -Do zobaczenia. -Odwróciłam się i odeszłam.
    Wracając do domu szczegółowo analizowałam informacje które dostałam od Chada. Nie zwracałam zbyt wielkiej uwagi na to co się dzieje wokoło. Spokojnie dotarłam do domu gdzie czekały na mnie dziewczyny. Pora na kolejny trening...



________________________________________________
Wiem że bardzo długo nie pisałam i zwykłe przepraszam nie wystarczy mimo to bardzo przepraszam wszystkich Czytelników tego opowiadania. Niestety rozdziały będą prawdopodobnie bardzo rzadko się tutaj pojawiać, jestem teraz w klasie maturalnej i mam naprawdę bardzo dużo na głowie stąd też rozdziały będą się rzadko ukazywać. Możecie być pewni że nie zawieszę tego bloga z tego powodu jednak musicie uzbroić się w cierpliwość. Będę starała się dodawać rozdziały tak często jak tylko to będzie możliwe.
Proszę wszystkich którzy to czytają o komentarze, jest mi przykro z powodu tak niewielkiej ich liczby i nie wiem czy naprawdę opłaca się ciągnąć to opowiadanie jeśli nie wiem ile osób je czyta.